Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Nieludzka dokładność

Stary Las bił jeszcze po oczach soczystą zielenią, lecz już liczne były znaki jesieni. Inne soczyste barwy, z głęboką żółcią i czerwienią na czele wdzierały się odważnie między wciąż chłonące słoneczną moc żywe liście. Spomiędzy drzew co rusz błyskało coś, czego przyroda zrodzić nie mogła. Jaśniało tym gęściej i silniej, im bliżej granicy lasu, gdzie drzewa już rzadsze i mniej swego panowania nad okolicą pewne.

Drażniące oczy mgnienia pochodziły od powierzchni srebrzystych i gładkich, w czystości nieskalanej utrzymanych. Zbrojni szli, to oczywiste. Nadto zadziwiało, jakim równym biegiem to światło odbite od zbrojnych do obrońców Wyszyny docierało. Pewnie długi bardzo pochód za nimi, a wędrują równo, jakby się przed władcą jakimś wielkim karnością popisywali, a nie na wojnę szli.

Im bliżej, tym więcej szczegółów obce wojsko zdradzało. Nikt dotąd nie widział, nawet wśród najlepszych z Sotni takiej między żołnierzami zaciętości i karności.

Już na otwartej przestrzeni całą nieskazitelną doskonałość obce wojsko ukazało. Legion wędrował w krok, a na jego czele pyszniła się pierwsza kohorta. Następne za nią, a każda po trzydzieści manipułów, a każdy manipuł po dwie centurie. Każdy żołnierz centurii, z krótkim i groźnym gladiusem osobliwie na okazję walki w ciasnych przejściach na miejsce długich mieczy przywróconym. Każdy niósł po dwa oszczepy. Każdy chroniony był hełmem, krótką zbroją kolczą i nagolennikami. Każdy przerażał swoją bezbłędnością.

- To Romantowie! - rozpoznał ich w końcu Gintar. - Nie przypuszczałem, że jeszcze są w stanie takie wojsko wystawić.

Zadziwieni widokiem byli wszyscy, lecz wkrótce niepokój to wrażenie zastąpił. Po co tu przyszli? Czy się z Szerszeniami sprzymierzyli? To bardzo możliwe. Gotowość trzeba trzymać, a do przybyszów posłańców na rozmowy pchnąć...

- Sam pójdę - zarządził Gintar.

- Panie, czy to rozsądne?

- To bardzo nierozsądne - uciął naczelnik. - Lecz Romantowie, cokolwiek ich tu sprowadza są chytrzy. Jakikolwiek jest ich cel, swoje będą chcieli wyzyskać do ostatka. Setki lat się sztuki rozmowy uczyli. Każdego przekabacą. Kto inny pójdzie i zajrzy na tyle im w dusze głęboko, by się przekonać o ich prawdziwych zamiarach?

Tak, miał rację. Nikt poza naczelnikiem południa by tego nie potrafił.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później