Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Tym razem oni

Wszyscy się wreszcie na swoich stanowiskach usadowili. Ludzie z Zakola obok podwładnych Arpada, a ci po sąsiedzku z Romantami. Sotnia Biała, Czerwona i jakie tam jeszcze pod Gintarem służyły, wszystkie zgromadzone wokół Wyszyny. Wreszcie na południe od naczelnika stanął Pełka ze swoimi wojami.

Każda drużyna inaczej widziała swoją rolę w tej potrzebie, każda inaczej zwykła wojować. Różne obyczaje i języki. Oprócz jeźdźców w galopie mijających się z rozkazami, jeszcze tłumacze i rozwiewający wszystkie niejasności doradcy byli potrzebni. Cały tłum ludzi tylko temu służył, aby rozkaz Gintara doszedł gdzie trzeba, kiedy trzeba i jak trzeba został wykonany.

- Za dużo tych ogniw, za dużo... - Naczelnik Południowej Potrzeby był niezadowolony z poplątanego układu między sojusznikami. - Za dużo ich tu wszystkich wiatr nosi, żeby któryś czegoś nie popsuł. W końcu pęknie najsłabsze ogniwo w łańcuchu...

- Nie kracz... - po cichu naprostował go starszawy doradca.

- Niech się to już zacznie! - Gintar, cały w nerwach, co rusz od nowa odmierzał krokami odległość od ściany do ściany. Ułożył wszystko najlepiej jak się dało. Teraz nie mógł nic, tylko czekać. A takiej bezczynności nie lubił. - Pytajcie czujnych czy już coś widać!

Sieć podwładnych poniosła żądanie naczelnika wysoko, na wieże strażnicze. Chwila ledwie minęła, gdy ta sama sieć przyniosła Gintarowi wyczekaną odpowiedź.

- Są! Tym razem to na pewno oni!

Gintar znaną już drogą pognał w górę, lecz tym razem nie musiał szukać samego czubka najwyższej wieży. Już z murów było widać co trzeba. Szarozielona kraina rozciągająca się u stóp Wyszyny ożyła stutysięcznym Suchym Rojem, a gdzieś daleko, od północy zbliżał się równy mu potęgą Rój Błotny.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później