Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


W jednorodności siła

Błotny od północy, Suchy od południa. Oba Roje zlały się w jednorodną breję nie dalej niż sto, dwieście kroków poniżej dolnych obwarowań Wyszyny. Nawet, gdy już można było odróżnić twarze poszczególnych żołnierzy, wciąż byli tylko breją. Podobno taki jest wschód. Nie człowiek tam ważny, ale zbiorowość.

- Straszne! - z niedowierzaniem kiwali głowami Słowianie.

- Straszne! - przytaknął im Gintar. - Tym bardziej trzeba ich powstrzymać!

gdańsk przewodnik Wyszyna

Jak przepowiedział Aecjusz, najeźdźcy nie bawili się w jakieś wydumane posunięcia. Nie ciągnęli ze sobą cudacznych przyrządów, jakie się czasem spotykało przy oblężeniach, nie szukali dziur, obejść ani bocznych ścieżek. Szli prosto i pewnie, bo w mrowiu ich siła.

- Gotowość!

Niewielkie oddziały kierowały się także na odcinki powierzone innym wodzom: Łemce, Aecjuszowi, Arpadowi i Pełce, zapewne po to, aby ich siły tam związać i nie dopuścić, aby z pomocą Gintarowi ruszyły. To jedyny ślad myśli w działaniach Szerszeni. Sto dziewięćdziesiąt tysięcy wojska szło bez składu i sposobu na stanowiska sojuszników.

- Pewnie! - zakpił któryś z niższych dowódców. - Po co się bawić w wiece i narady. Po co język strzępić i zamiary uzgadniać, kiedy ma się tylu wojów, ilu dusza zamarzy. Ot tak...

- To się jeszcze okaże - Gintar skarcił podwładnego tak, aby wszyscy wokół słyszeli. - Czy tylko ilość się liczy, czy też jakość coś ma do rzeczy! Łucznicy, gotowość!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później