Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Nad poziomy

Wojska Sotni opierały się dzielnie. Nie było miejsca na pomyłki. Rozkazy musiały dochodzić bez opóźnień i dochodziły. Konni posłańcy gnali z wąskimi ścieżkami od stanowiska do stanowiska. Pełno było tam dziur, luźnych kamieni i ostrych zakrętów, lecz żaden nie popełnił błędu i rozkazu nie zgubił. Każdy wiedział, że błąd równy zdradzie.

Woje na stanowiskach nie marnowali sił. Ani na rozpacz ani na strach. Walczyli najlepiej jak ich uczono, błędnych kroków i ruchów nikt nie powtarzał. Oni także rozumieli, że niedoskonałość oznaczać może tylko ostateczną klęskę.

Trzydzieści tysięcy bezbłędnych, przeciw stu pięćdziesięciu tysiącom bezbożnych.


Ja, Zimowit goszczę w murach Śnieżnika. Na południu, całe dnie, może tygodnie od nas, toczy się bitwa o Wyszynę i Przełęcz Kruka. Tylko modłami mogę wspierać przyjaciół na południu. Nie, nie lekceważę modlitwy, wiem że to potężna siła, ale przecież na woja byłem uczony i chciałoby się orężem...

- Czujesz to, Zimowicie? - Biedrzeniec, jak rzadko, miał oczy błyszczące, aż płonące trwogą.

Czułem. Czułem, że nasza i wszystkich braci naszych modlitwa daje siłę obrońcom Wyszyny. I czułem też, jak ponad ich głowami ściera się z czymś jej nienawistnym: równie potężnym, ale złym. Jakby gdzieś daleko, na wschodzie, podobny mi człowiek siedział i obraz swej woli także ku bitwie wysyłał... Podobny do mnie, lecz na złej ziemi dojrzały i tym złem teraz owocujący. Każdy to czuł. I ojciec, i Biedrzeniec i wszyscy wodzowie. Co to jest?! Kim oni są?!

- Módlcie się! - zawołał Biedrzeniec i myśli wzniósł jeszcze wyżej.


Oręż najniżej. Na murach ścierały się wszelkie żelazne, kamienne i dębowe bronie. Siły w równowadze, bo przeciw jakości stawało mrowie, przeciw męstwu bezstrach, a przeciw dobru...

Wyżej nad głowami do boju ruszyły nasze myśli. Te najlepsze, niesione gorącą modlitwą. Wartości w których nas wychowano i więzy, które nas łączyły od zarania. Szczere i odsłonięte płynęły, by zewrzeć się tymi, które ciągnęły z drugiej strony, aby zburzyć świat.

I nad tymi z mieczami w rękach, i nad tymi pogrążonymi w modlitwie najwyższe siły rozciągały władzę. Jak nad lalkami. Sam Zły się stawił zbrojny w czerń i ogień. Sami łaskawi bogowie w świetlistych pancerzach drogę Złemu zagrodzili.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później