Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Zwątpienie

Dzielność nie wyklucza przenikliwości. Każdy z wodzów jasno myślał i wiedział, że choćby na szali położył wszystkie swoje siły, wszystkie uzdolnienia, całe szczęście i cale wsparcie wszystkich wyższych mocy - nic to nie by to nie dało. Wszyscy dowódcy od północy, do południa stanęli przed wyborem. Walczyć do ostatniego? Uciekać? Wycofać się szukając rozpaczliwie innych szańców, za którymi można by na nowo sklecić obronę? Układać się z wrogiem?

Zanim jeszcze obce wojska wdarły się między szeregi obrońców, wkradł się między nie duch Złego.

Pełka na północy głowił się, czy by miecza na swój ulubiony oręż - gospodarkę nie zamienić. Skoro wojny z Szerszeniami już się nie wygra, może by spróbować przetrwać pod ich batem w handlu i ciężkiej pracy znajdując oparcie? Może pozwolą...

Arpad myślał, czy aby jego lud już nie odpokutował dawnych win i czy aby Sekelowie nie są już od wierności zwolnieni. Gdyby tak, można by bez ujmy na czci z do siebie wrócić i swojej tylko ziemi bronić...

Łemko widząc, że cały pogański wschód niepowstrzymanie prze przez Bramę Kruka zastanawiał się gorączkowo co dalej. Za Bramą przecież jego kraj rodzinny. Trzeba by się ułożyć z wrogiem, może łaskawie domu rodzinnego w proch nie zetrze...

Aecjusz domu już nie miał, cały jego kraj rodzinny dawno w proch obrócony. Jego inny grzech dopadł. Całą sławę z tej bitwy chciałby spić sam. Zginąć razem z całym legionem, do ostatniego żołnierza, ale nieśmiertelność w podaniach zyskać. To przecież nie pycha, w takim położeniu...

Tylko Gintar jeszcze w coś wierzył, mimo, że mu Szerszenie wszystkie naprędce sklecane szańce bez trudu łamali...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później