Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Słone łzy

Oto ja, Zimowit, w niższym zamku twierdzy Śnieżnik. Patrząc na dogasający obraz upadku drogich mi przyjaciół na południu, byłem bliski rozpaczy. Obok mnie ojciec, Witlicz, którego obrano naczelnikiem wszystkich północnych Słowian także pogrążył się w niewesołym zamyśleniu. Smutek zagościł na twarzy Biedrzeńca, Rogowiec oczy miał szkliste, a wielu młodszych nie kryło łez, bo i kryć ich nie było powodu.

gdańsk przewodnik Œnieżnik

Koniec.... Koniec?

- To koniec? - wreszcie ktoś wypowiedział straszne pytanie. Ciągle tliła się w nas nadzieja, że mimo przerwania południowych umocnień, znajdzie się jakieś rozwiązanie...

- Tak. To koniec - Przewodnik Starzyk rozwiał wątpliwości zebranych słowiańskich wodzów. - Nic nie stoi na przeszkodzie południowym Szerszeniom. A jest ich wiele więcej niż sto tysięcy. Zajmą i spustoszą każdy zakątek Roli Południowej, którego nie zniszczyły dotąd plagi. Nie będą tez zwlekać by dobrać się do Roli Północnej. Nie pomoże na to ani bohaterski Gintar, podjazdami szarpiący szeregi wrogów ani mur Grodnicy ani panowie opiekunowie od Chociana.

- Przecież ciągle mamy wojska - wtrącił się Rogowiec. - My swoje bitwy zakończyliśmy zwycięsko. Wygramy i następne, jeśli trzeba!

- Na górnych zamku jest trzydzieści tysięcy wrogów, zapomniałeś o tym? - zrugał go Biedrzeniec. - Chcesz ruszyć na południe pozostawiając Śnieżnik ich woli?

- Czyli żadnej nadziei...

- Jest dla was nadzieja - Przewodnik Starzyk nieoczekiwanie zmienił głos. - Już ostatnia. Naprawdę ostatnia.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później