Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Stan rzeczy

Wojsko w drodze na południe. To było najważniejsze, ale ojciec nie zaniedbał także innych spraw. Podziwiałem go za ten rozsądek, za jego chłodną głowę, gdy umysły innych w gorączce, albo w mroku odmawiały służby.

- Samborze! - Witlicz zawołał do siebie byłego opiekuna z Grodnicy, a teraz wyklętego przez swoich banitę. - Jako człowiek wierzę w pełni w przyrzeczenie Przewodnik Starzyka, lecz jako dowódca nie mam prawo zapomnieć o tych trzydziestu tysiącach. Proszę cię, abyś ze swoim zagonem wziął pod opiekę ziemie wokół Śnieżnika, na wypadek, gdyby moc naszego sprzymierzeńca, albo jego wola, okazały się słabsze niż się wydaje.

- Tak będzie - Sambor nie wdawał się w rozmowy, lecz zawrócił ze swoimi wykonać rozkaz.

- Przyjacielu Bosy! - zagadnął naczelnik do wodza Starosklawów. - Czy pójdziesz z nami bić południowe roje Szerszeni?

- Nie pójdę, przyjacielu - odrzekł Bosy. - Muszę bronić przełęczy Wielka Zawoja przed Szrotówkiem. Jeśli ten szkodnik przejdzie przez góry nie zostanie nic z mojego kraju. A to ważne, bo tak jak ty jesteś ostatnią nadzieją dla tego świata, tak mój kraj jest ostatnią nadzieją dla innych czasów i miejsc. I nie pytaj o wyjaśnienia...

- Nie pytam - lekko skłonił się Witlicz, choć był zadziwiony bardzo, tą najdłuższą od początku znajomości z tajemniczym sojusznikiem przemową. - Idź walcz ze swym wrogiem dzielnie.

- I my pójdziemy panie - rzekł w imieniu pana Enkidu tłumacz. - Musimy bronić swojej ziemi. Zostawimy wam naszą życzliwość. A to wiele...

- Idźcie więc i wy, skoro wasz kraj Zły z innej strony chce najechać...

gdańsk przewodnik Śnieżnik

Skurczyło nam się wojsko do dwudziestu tysięcy, bo przecież część ludzi trzeba było po Roli rozesłać, żeby porządku strzegli. Taka to śmieszna liczba była przy ogromie obcych najeźdźców, że tylko w niewzruszonej postawie ojca widziałem jeszcze nadzieję. Ale skąd on ją brał, to już niepojęte...

- Kazałem Tasznikowi nasze rodziny z Obiecanego Brzegu wyprowadzić na północny Brzeg jeziora Tracz - oznajmił ojciec na koniec. - Tam bezpieczniej. Póki mamy rodziny, jest się jeszcze o co bić.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później