Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Nowy pomysł na wojnę

Łemko podobno wycofał się ze swojego odcinka na zachód. Miał poważne powody ku temu. Po pierwsze: Przełęcz Kruka i tak już w rękach Szerszeni. Wszystko, co mógłby zrobić to tylko zaciekłą obroną spowalniać nieco przepływ potężnych sił na drugą stronę. Po drugie: za ten zbyteczny opór zapłaciłaby jego rodzina i krewni wszystkich jego podwładnych. Kraina Wysz przecież niedaleko, a mściwy Tuchacz i zły Budion dobrze wiedzieli jak się okrucieństwem w wojnach pogrywa. Łemko więc wycofał się i pewnie poszukał układu z Szerszeniami. Ile sobie niezależności wywalczył, od jego sprytu zależało tylko. Trudno go winić...

Aecjusz... O! Ten na pewno pochód Suchego i Błotnego Roju pozostał spowalniać. Jego rodzina to już wspomnienie, jego kraj to popiół, a nadzieja stała się mrzonką. Ten w sławie poszuka nieśmiertelności nic przy tym nie tracąc! Na pewno do ostatniego jego legioniści będą siec wrogów między skałami. Z pewnością przynajmniej parę tysięcy ze sobą ku śmierci poprowadzą...

Pełka z ludźmi z Zakola i Arpad z Sekelami podobno posłuchali Gintara i uszli na północ, w stronę Wyszowego Lasu. Tam łatwiej im miało być podjazdami obcych szarpać. Wiele dni miało upłynąć, nim Szerszenie porządek na swój sposób mieli zaprowadzić we wszystkich pozostałych pdo władzą człowieka zakątkach Roli Południowej.




- Pięćdziesięciu! - zwiadowca od Gintara, nie wychylając nosa spoza ostatniego szeregu drzew Wyszowego Lasu wypatrywał, co tam od południa idzie.

Pierwszy pojawił się jakiś niewielki oddział, chyba Błotnego Roku, co węszyć przyszedł. A może to jacyś zabłąkani tchórze, co walki unikali, ale za to grabieży i gwałtu szukali chętnie?

- Nic nie róbcie, póki nie dam znaku! - Gintar zacisnął zęby, bo sam chętnie by się rzucił na wroga zaraz.

Obcy zbliżali się nieufnie lustrując krawędź lasu. Nie tyle bali się zasadzki tutejszych, bo mieli ich w pogardzie, lecz dwóch innych zdarzeń się spodziawali. Po pierwsze: co też ta niesławna Królowa Os uczyni? Straszne rzeczy o niej wśród roju opowiadali! Po drugie: a jeśli jakiś inny zastęp Szerszeni, tego samego szukający już się tu wcześniej zabłąkał? Jatka wtedy pewna...

- Coś nie bardzo chcą podchodzić! - szepnął Pełka. - Czyżby zwęszyli coś?

- Niemożliwe! - zaprzeczył Gintar. - Nie słyszeli o nas wiele, a w to, co usłyszeli nie chcą wierzyć. Mają nas za zwierzęta...

Zakrzywione szable i skrzywione gęby Szerszeni nie chciały zbytnio wystawiać się na jakąś zdradziecką napaść spomiędzy gęstego zadrzewienia. Wyglądało, że ominą drzewostan z daleka. Obejdą zasadzkę i cały trud na marne...

- Arpadzie! - Gintar zawołał wodza Sekelów. - Ty masz niewiasty w oddziale!

- Tak.

- Każ im, niech krzyczą!

- ?

- Niech krzyczą i zawodzą. Takiej okazji Szerszenie nie przepuszczą.

Nie przepuścili. Pognali kierowani niezaspokojoną od wielu dni żądzą, na nic nie bacząc. Pięćdziesięciu. Wkrótce pięćdziesięciu, z pięćdziesięcioma strzałami w piersiach.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później