Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Obcy przeciw obcym

Macki Szerszeni rozlewały się po całej Roli Południowej. Część pozostała w Wyszynie, by warownie obsadzić, a część musiała zająć się zduszeniem oporu Aecjusza. Z tych co przeszli na drugą stronę przełęczy wielu poszło do krainy Wysz palić, gwałcić i wszem pokazywać, co dla nich układy są warte. Śmiali się z Łemki, gdy jeszcze próbował tkwiąc na palu litość dla swoich bliskich wyżebrać...

Niektórzy podeszli pod Wyszowy Las, inni szukali ofiar po górskich dolinach. Spore oddziały, ale nie główny trzon wojska.

Główne sily Tuchacz i Budion chcieli jak najszybciej pchnąć na północ, bo wiedzieli, że tam jeszcze może być słowiańskie gniazdo oporu do zduszenia. Ale którędy? Dwie był drogi. Przez Wyszowy Las, albo bardziej na zachód przez bezleśne wprawdzie krainy, ale za to bliżej Królowej Os.

- Przez las będziemy się przedzierać całymi dniami - rzekł Budion. - I nie wiadomo co tam zastaniemy. Obejdźmy drzewa od zachodu.

- Tam przecież Królowa Os rokosz urządziła... - odparł Tuchacz.

- Co mogą osy przeciw szerszeniom? - uciął Budion i zaśmiali się obaj.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później