Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Zobaczymy, coście warci!

Bystra, to - za nazwą - rzeka żwawa. Nie jakiś strumyk czy potok, lecz nurt miejscami silniejszy od niedźwiedziej chętki na łososie. Co prawda tam, gdzie ludzie od wieków lubią sobie łby urywać z pobudek różnorakiej szlachetności, jej bieg jest dość płytki i spokojny, ale na wschód i zachód od Trzech Wzgórz trudno z nim wojować. Tylko ujście jest leniwe i rozłożyste, ale tam z kolei błoto, ciężkozbrojnym nieprzyjazne. Wszystko więc zawsze rozgrywa się u stóp Trzech Sióstr.

Także tym razem przyszłość tutaj miała sobie obrać kierunek na spokojniejsze czasy. A i Przewodnik Starzyk tutaj pewnie zamierzał popatrzeć za swoją wielką odpowiedzią, na swoje wielkie pytanie.




- Naczelniku! - mój młody kuzyn z Żywiczów wysłany na zwiad właśnie wrócił z wieściami. - Byłem na szczycie Luby i na zboczach Wiery. Widać stamtąd wiele! Przednia straż Szerszeni idzie na nas bez tchu! Nie czekają na główny pochód swoich, tylko czym prędzej chcą wzgórza obsadzić!

- Tak nieroztropnie? - zdziwił się Witlicz. - Nie wiedzą o nas czy nas lekceważą?

- Nie wiem, panie - młody myślał chyba, że do niego to pytanie. - Wiem tylko, że idą. Może jakiś jeniec więcej powie... W każdym razie wiadomo, że główny pochód idzie za nimi o kilka dni spóźniony. I uszczuplony bardzo. Widać zgiełk nad Wyszowym Lasem. Pewnie im Gintar za skórę zalazł. Spore siły na jego podjazdy musieli zużyć. Nadto dym także na północ i wschód od lasu.

- Pod Grodnicą?!

- Tak panie.

- Nie są tacy głupi chyba, żeby mieć nadzieję na zburzeni murów Grodnicy...




- Wielki Wojownik Tuchacz przyjmie cię teraz! - oznajmił zdyszanemu zwiadowcy przyboczny naczelnika Suchego Roju. - Padnij na twarz, bo spali cię potęga wodza. A jeśli cię nie spali, to ja cię powieszę!

- Tak, panie... - wyszeptał blady już żołnierz.

Piękne dywany i kobierce były w namiocie wodza. Pięknie rzeźbione podstawy sprzętów. Wyżej także pewnie było pięknie, ale zwiadowca nie spoglądał wyżej. Życie jeszcze go nie znudziło.

- Jakie wieści przynosisz? - odezwał się z potężnego siedziska właściciel skórzanych, po mistrzowsku skrojonych butów.

- Panie! Idą tu wszystkie poczwary, jakie tylko ludzki język w bajaniach wieczornych zdołał na świat przywołać. Tam, gdzie ciepło i sucho podążają ku Bystrej całe zastępy podobnych Królowej Os stworzeń. Powierzchowność i zwyczaje mają owadzie, lecz siła niedźwiedzi w nich tkwi. Gdzie jest błotniście i wilgoć podchodzi, tam pełzną ku rzece gady łuską i jadem zbrojne. Pośród nich sam najpotężniejszy Gniewosz Królewski! A jeszcze tam, gdzie dla wojska teren niedobry, przestrzeń wypełnia mrowie robactwa, ciągnącego do bitwy. Widać już się Szrotówek nasycił zniszczeniem zachodnich lasów i nowego żeru szuka...

- Psia krew! - zaklął Tuchacz. Miotał się chwilę, a potem zdawało mu się, że zrozumiał, co w namiocie go tak drażni. Kazał powiesić rozpłaszczonego na ziemi zwiadowcę. Odetchnął, ale tylko na chwilę. Nie, jednak nie pomogło.




Szum tysięcy zamienił się w brzęczenie pojedynczych skrzydeł. Żółto-czarny lotnik posłany za rzekę, do Słowian wrócił zdać Królowej sprawę z biegu wypadków.

- Mają jeszcze siłę? - zabrzmiał słodko-gorzki głos Pani Owadów.

- Wystarczająco, by stanąć do bitwy!

- A przyzwoitość? Targają ze sobą wartości?

- Tego jednego im nie brakuje...

- Coś jeszcze?

- Bieluch w skórze Przewodnik Starzyka się wokół Trzech Wzgórz kręci. Już węszy za swoją odpowiedzią...

- Dostanie ją niedługo! A będzie ona taka, że nie ma dla człowieka miejsca na ziemi!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później