Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Bazylika przeciw Słowianom

Chocian już dawno opuścił swoją tajną siedzibę na Roli. Już nie miał za bardzo nadziei na porządek w tamtych stronach. Zostawił tylko opiekunów przy tamtejszych Słowianach - niech im radzą do końca. Przy Szerszeniach pozostawił wywiadowców - niech przynoszą wieści, co Tuchacz z Budionem zamierzają. Za zbuntowaną przyrodą, w bezpiecznej odległości posłał czujnych, żeby się uczyli, do czego Królowa ze Żmijem zdolni... I jeszcze zostawił lęk przy Przewodnik Starzyku, bo tej osoby zrozumieć nie potrafił.

Tamte spawy już za nim. Teraz inne troski. Teraz Chocian stał na szczycie potężnego muru Grodnicy, co dolinę jak tama przedzielał i patrzył na wojska Szerszeni gotujące się do oblężenia.

- Gdybym nie miał ich za przebiegłych, pomyślałbym że są głupi - przemówił Chocian sam do siebie, patrząc na przygotowania obcych. - Czym chcą mury skruszyć? Petardami? Którędy by obwarowania chcieli obejść? Przez pokryte lodem szczyty nad chmurami?

gdańsk przewodnik Słowiańska Potrzeba

Niewolnicy Szerszeni śmiertelnym wysiłkiem przeciągnęli jednak pod mury Grodnicy coś więcej, niż tylko miotacze skałek. Bydlę długie i wysokie na kilkanaście kroków. Z oblanego grubą warstwą ni to żelaza ni miedzi otworu ziała czerń wylotu i obietnica cierpienia. Krzątali się przy tym dziwadle różni rzemieślnicy cały dzień, pokrzykując i poszturchując podwładnych, aż wreszcie wokół urządzenia zapadła cisza. Wszystko ustało, nawet wiatr ucichł w oczekiwaniu.

Najpierw błysk wypalił się na wszystkim czego dotknął. Pociągnął za sobą napływ gorąca, parząc wszystkich, którzy z nieroztropnej ciekawości twarz ku cielsku rusznicy wystawili. Za gorącem przyszedł huk, a za hukiem skała.

Skałą tylko chwilę gnała z pyska rusznicy ku murom, więc obrońcy nawet nie zdążyli się zdziwić ani przestraszyć. Pocisk uderzył w występ u szczytu ściany znosząc go niemal bez oporu. Skała poleciał dalej zanurzając się w miedziane dachy miasta, zabierając ze sobą mury i ścianki domów, jakby to było tylko pranie do słońca wystawione.

Nim ranni w mieście zawyli z bólu, a rodziny zabitych zajęczały z żalu, Chocian zamartwił się jeszcze czymś gorszym. Od miejsca, gdzie skała uderzyła w ścianę grodu, w gwiazdę rosnące pęknięcia wędrowały niezatrzymane we wszystkie strony, aż, gdzieniegdzie, doszły prawie do podstawy. Jeden strzał na godzinę mogła oddać ta piekielna poczwara. Jeden strzał to dziesięć nowych pęknięć i wyłomów. Trzydzieści tysięcy Szerszeni tylko czekało, aż ściana się podda i odsłoni bezbronnych mieszczan.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później