Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Bajka o Aecjuszu

Aecjusz postanowił, że zdobędzie sławę. Jeszcze zanim Gintar na dobre wycofał się z Wyszyny, zanim pozostawił Przełęcz Kruka otwartą dla strasznego pochodu Suchego Roju i piekielnych oddziałów Roju Błotnego, zamyślił, że zapisze się w dziejach. Postanowił o tym jeszcze zanim przywędrował bić się w ramię z Gintarem. I jeszcze wcześniej, gdy Romantowie ciągle mieli swój dom...

Od dziecka oglądał, jak krok po kroku jego lud się kurczy. Ani bić się z Szerszeniami, bo za silni ani z nimi układać, bo tego obcy nie potrzebowali. Kto mądry z ludu Romantów widział, co się dzieje i rozumiał, że nic się nie da na to poradzić. Krok za krokiem, powoli, lud Aecjusza tracił na rzecz wrogów wszystko: grody, prawa, dumę, ziemie uprawne, zwyczaje... wszystko!

W takim smutnym i pozbawionym światła nadziei świecie urodził się Aecjusz. Bystry jak nikt, silny, odważny... Od zawsze wyrastał ponad rówieśników, ponad starszych od siebie nawet, tylko nie miał przestrzeni, żeby swoją wielkość udowodnić. Co by nie zrobił, czego by nie wymyślił, najeźdźcy i tak zabraliby mu wszystko.

- Nie jesteście doskonali! - co wieczór Aecjusz dusił się w bezsilności. - Znajdę w was słabość! Znajdę na was sposób i to mnie zapamiętają jako waszego pogromcę!

Aecjusz dorastał, a gdy dorósł zbierał w sobie mądrość i doświadczenia. Został największym wśród nielicznych już Romantów wodzem i najznaczniejszym myślicielem. Wciąż to było mało na Roje i tracił resztki nadziei, gdy usłyszał o oporze Słowian. Tak! Silny sojusznik to ostatnia nadzieja! Nawet jeśli trzeba porzucić swój kraj, pewnie na zawsze, i bić się na obcej ziemi, tak trzeba!

Zadbał, żeby ostatni legion Romantów wyglądał jak trzeba, zadbał, żeby rodziny żołnierzy znalazły na zachodzie chociaż możliwość przetrwania i ruszył na wezwanie Gintara. Przyjął jego zwierzchność i obsadził swoimi ludźmi stanowiska tuż przy połnocnejścianie Bramy Kruka.

- Teraz! - pomyślał czekając na zbliżające się mrowie obcych i złych. - Teraz pokażę wam, kto taki Aecjusz i jaką mocą władają Romantowie!

Bił się jak najdziksze nieposkromione zwierzę. Ani on ani nikt z jego ludzi nie popełniał błędów. każda strzał wypuszczona z ich łuków raniła, albo zabijała. Kto z Szerszeni dostał się pod krótki miecz Romantów, ginął od razu. Nikogo na swoim odcinku nie przepuścili, a jeszcze znajdowali serce i odwagę, by swoich sąsiadów wspierać, gdy natłok obcych na ich stanowska się nasilał.

W końcu jednak został z legionami sam. Inne wojska nie wytrzymały naporu. Aby uniknąć całkowitej zagłady Gintar kazał swoim się wycofać, a sojuszników zwolnił od przysięgi. Co robić? Walczyć do końca, do ostatniego. Tak Aecjusz postanowił i tak postanowili jego żołnierze.

Walczyli. Dzielnie i skutecznie. Ginęli. Jeden za drugim.

Już ich zostało nie więcej niż pięć setek, gdy obcy uznali widać, ze oddział Romantów już niegroźny. Ich napór osłabł, a pod Wyszyną pojawił ciągnięty przez rzesze niewolnych potwór z żelaza, który miał rozbić mury Grodnicy.

Jedni dostają w życiu setki, tysiące sposobności na sławę, szczęście czy bogactwo. Aecjusz dostał tylko jedną na całe życie. Nie zamierzał jej marnować.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później