Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Bajka o Aecjuszu II

Zostało czterystu pięćdziesięciu trzech Romantów. Ciągle strzegli swojego odcinka przy Bramie Kruka. Ciągle przeszkadzali, uprzykrzali i utrudniali. Ciągle byli drzazgą w ogromnym cielsku wojska Szerszeni nieprzerwanie od wielu dni i nocy wędrującym przez przełęcz na zachód.

Zostało czterystu pięćdziesięciu trzech... dwóch Romantów, lecz nie było już wśród nich Aecjusza. Już wiele dni temu, gdy tylko zobaczył rusznicę wtaczaną przez setki niewolników po kamienistych ścieżkach przełęczy, a potem po ciałach niewolników staczającą się na Rolę, już wiedział jakie zadanie wyznaczyła mu Dola. Jaką wreszcie miał sposobność na nieśmiertelność w sławie. A sławy pożądał jak niczego.

Czterystu czterdziestu jeden Romantów broniło swoich stanowisk, po kolejnym ostrzale łuczników na miejsca, w których się kryli. To nic. Polegli zabrali ze sobą przynajmniej setkę, znacznie od nich lepiej strzelając. W tym czasie Aecjusz szedł za rusznicą. Gdzieś opłotkami i rowami, przez błota i bagniste zadrzewienia skradał się, podchodząc do puszki za każdym razem coraz bliżej.

Czterystu dwudziestu siedmiu ludzi na przełęczy przysięgło, ze nigdy się nie poddadzą, że będą bronić swojego stanowiska do ostatniego legionisty. Nie mieli innego wyjścia niż bohaterstwo.

Aecjusz wreszcie znalazł słaby punkt pomiędzy strażnikami. Ciemną, bezksiężycową nocą prześliznął się między pijanymi żołnierzami Roju i skrył między potężnymi kołami rusznicy. Potężna i twarda była jej zbroja, nie do skruszenia, ale też i nie o skruszenie chodziło Aecjuszowi, tylko sławę.

Wyjął z cholewy nóż i cierpliwie, przez wiele godzin dłubał u podstawy wylotu. Łamał ostrze, kawałek po kawałku, paznokcie zdarł do krwi, do krwi zagryzał wargi, ale walczył z żelazem i miedzią potężnego działa.

- Stój!

W końcu zauważył go któryś ze strażników. Pojmanie Aecjusza bardzo ucieszyło zanurzonych w pijatyce żołnierzy. Raz dwa przygotowali mu powitanie. Rozżarzone węgle, rozpalone żelazo, bicze, pejcze i zwykłe pałki. Aecjusz nie umierał krótko ani bezboleśnie. Krzyczał przerazliwie ku radości Szerszeni. Wszystko by oddał: dumę, chwałę i godność byle przestali. Ale nie przestali, póki jeszcze jego ciał chciało łapać oddech.

- Nie uszkodził puszki? - zapytał jeden rzemieślnik drugiego, gdy było już po wszystkim

- A w jak niby sposób? Nożem? - zaśmiał się drugi i pociągnął jeszcze jeden łyk mocnego piwa.

Trzystu dwudziestu siedmiu Romantów broniących Wyszyny jeszcze przez jakiś czas miało pamietać o wielkości Aecjusza.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później