Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Budion i Tuchacz w rozterce

Z północy, zza Bystrej, do wodzów Szerzeni dochodziły wieści o wojsku Słowian niezatrzymanie prącym ku rzece. Z zachodu co godzinę przychodziła ciemność. Mrowie owadów przysłaniających słońca wypuszczało się daleko ponad stanowiska Królowej Os, by zbadać stan rzeczy. Poczwary także były coraz bliżej.

- Już widać Trzy Wzgórza!

- Tak, to chyba już tutaj.

- Trzeba coś postanowić. Grodnicy już nie ruszymy, więc tędy jedyna droga do zwycięstwa.

- Tak, przeklęta rusznica. Ostatni raz posłuchałem kogoś z tych rozwiniętych. Tylko mrowiem się wojny wygrywa, nie wynalazkami mędraków. Za dużo niepewności z jednostkami i ich drogimi zabawkami. A co mrowie zrobi zawsze łatwo przewidzieć.

- Lepiej, żeby nam poszło, bo Hangar nie wybaczy porażki. Słyszałeś, co się stało z Gero i Hodo na północy? Arkan wymyślił im szczególny rodzaj konania.

- Nie chcę nawet myśleć o tym.

- Więc myśl, jak pod Trzema Wzgórzami sprawy rozegrać. Siły poczwar równe nam potęgą, a wojsko Słowian równe nam stanem.

- Jasne, że trzeba z kimś sojuszu spróbować. Pokonać trzeciego, ale tak, żeby sojusznik się wykrwawił i tym łatwiej potem nam uległ.

- Jasne. Tylko z kim się domówić. Z owadami czy Słowianami?

- Jednakowo nimi gardzę. Jednakowo nie ufam i dlatego straszna myśl mi do głowy przychodzi.

- Jaka?

- A jeżeli oni wcześniej porozumieją się między sobą?

Obaj przywódcy Szerszeni pobledli.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później