Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Umierajcie wreszcie!

Południe. Szaro. Gęste warstwy chmur zabroniły słońcu wtrącać się w sprawy ziemi. To, co miało się wydarzyć najlepiej smakowałoby w mroku, ale i szarówka, chłód z rzęsistym deszczem oraz niespokojny wiatr dobrze się przysłużą...




Korowaj nawet dostał jakiś ochłap cuchnący. Zjadł, bo chciał żyć. Owady wokół także chciały, aby żył. Żywy dłużej miał zachować świeżość. Wokół niego wiele stworzeń w podobnym położeniu było niesionych w otoczonych śluzu i woni rozkładu. Byli potrzebni, bo walka długa się szykowała, a wojownicy Królowej Os potrzebowali zapasów.

Nagle cos z wielką siłą poderwało Korowaja z ziemi. Coś chwyciło go za skórę - jak szczeniaka, za ręce, za resztki ubrania i postawiło na nogi. Coś drażniło go włochatymi odnóżami skrawek po skrawku badając ciało. Już się otoczone odorem i śluzem czułki, ssawki i żuwaczki dobrały do jego twarzy.

Mięśnie ze wstrętu i strachu to tężały, to mdlały bezwładnie, jeden po drugim poddając się obcej poczwarze.

- Myślisz, że nie wiemy co mamy? - odezwał się w głowie Korowaja wstrętny głos. - Otwórz oczy!

Korowaj powoli rozchylił powieki. Czyżby wzrok się zbuntował?! Wszystkie inne zmysły malowały mu obraz istoty jak najobrzydliwszej i najokrutniejszej, a tutaj stała przed nim postać przystojna i wabiąca. Miękko tańczące na jej ciele żółto czarne pasy kusiły, by zapomnieć o wszystkim i zanurzyć się w pożądaniu...

- Może zasłużysz na nagrodę! - tym razem słodko zaszczebiotała Królowa. - Spraw się jednak najpierw. Wiem kim jesteś, wiem że znasz ich wodzów. Pójdziesz do nich teraz, powiesz im czego chcę, a potem wrócisz. Po nagrodę, albo śmierć. Korowaju! - Zbliżyła piękne, choć nieludzkie oczy do jego twarzy. - Dasz mi to czego chcę?

- Tak - odpowiedział czerwony, jak polne maki gorącym latem Korowaj.




Uderzenie bata nie boli, jak inne przykrości. Ze smaganiem idzie nie tylko ból ciała, ale też i duszy. Tym większy, im dusza większa, a Lis Drobniak miał dusze ogromną i umysł niemały. Człowiek smagany traci krew i siły, ale to mały kłopot. Z każdym uderzeniem traci też szlachetność i w zdradę człowiek popada. Z każdą nową rana przybywa wątpliwości. Krajanie? Jacy tam oni krajanie? Byle przestało boleć. Przyjaciele? Jacy tam oni przyjaciele? Niech tylko przestaną bić! Rodzina...

Nie, tego oddać nie zamierzał, choćby go tu mieli...

- Widzisz? - oprawca pochylił się nad skatowanym Drobniakiem. - Walczysz! Wierzysz w coś jeszcze, coś chcesz ocalić. Dlatego nie potrzebuję cię już więcej okładać. Wiesz dobrze, jak ja wiem. Pójdziesz do swoich Słowian i powiesz, czego żądają panowie Tuchacz i Budion. A potem wrócisz i może ujrzysz swoja żonę w jednym kawałku. Zrobisz czego chcę?

- Tak - odrzekł biały, jak czysty, styczniowy śnieg Lis Drobniak.

gdańsk przewodnik wiera nadija luba

Na szczycie środkowego, najwyższego z Trzech Wzgórz coś się niespiesznie, ociężale na niedźwiedzi sposób poruszało. Ale to nie był niedźwiedź. Gdy się bliżej przyjrzeć, to postać Przewodnik Starzyka górowała nad okolicą. Stał zniecierpliwiony, kiedy się bitwa zacznie. Nie dbał, kto wygra, nie dbał za jaką cenę. Dla niego ta bitwa była sposobem na zdobycie nowej wiedzy i odpowiedzi, których chciał ponad wszystko.

- Dacie mi to czego chcę? - zapytał Przewodnik Starzyk, a pogłos rozniósł jego głos po widnokrąg.

- Aaa! - krzyknęli z oddali ruszający do walki żołnierze Szerszeni.

- Aaa! - wydały z siebie straszny dźwięk gotujące się by zgnieść wroga oddziały Królowej Os.

- Nie! Stójcie! - wrzasnął Witlicz, nim ktokolwiek ze Słowian zdążył podniecony ruszyć ku bitwie.

Posłuchali go. Szarzy, jak życie i świat wokół Słowianie.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później