Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Żmije i padalce

Woda w Bystrej spieniła się. Począwszy od zachodu, ku ujściu w wodach jeziora Tracz wzbierała i bulgotała. Coś się wśród nurtu rzeki przemykało. Całymi setkami z wody wyłaniały się cielska oślizłych poczwar, żeby za chwile znów zanurzyć się w głębi i dalej przeć ku wschodowi.

- Odejdźcie od brzegu! - ostrzegł Słowian Witlicz. - To siły Gniewosza. Im miejsce wilgotniejsze i podlejsze, tym się jego sługi lepiej czują. Odejdźcie od brzegu rzeki!

Jakieś wężowate ciała, jakieś jaszczurcze kształty. Płazy i gady. Łuski i płetwy. Każdą zatoczkę, każdą odnogę rzeki, martwe zakole i każdy staw wypełniały już złowrogie czarty. Oślizłe ciała wpełzały też na wyspy, łachy i brzegi, jeśli tylko muliste i pachniały wilgocią. Zajmowały dogodne stanowiska, aby zapanować nad Bystrą.

- Witliczu! - odezwał się Rogowiec. - Nie wiem czy do dobrze, że bez walki oddajemy im Bystrą we władanie. Będziemy odcięci od zdarzeń pod Trzema Wzgórzami.

- Wiesz, że i tak nie możemy się równać potęgą ani z wojskami Gniewosza i Królowej ani z Szerszeniami - odrzekl spokojnie naczelnik. - Próbując się przeciwstawić poczwarom Żmija stracilibyśmy może połowę naszych skromnych wojsk. Poza tym, jak chciałbyś powstrzymać te wodne stwory?

Rogowiec nie odpowiedział, tylko ukłonił się z szacunkiem i wycofał. Pozostało tylko patrzeć na zdarzenia, bo rzeczywiście i Szerszenie i owady od Królowej po wielokroć przerastały Słowian potęgą. Czyżby więc ludziom Witlicza pozostała tylko rola widzów w tej bitwie? Widzów, a potem rzecz jasna ofiar, bo zwycięzca zechce oczyścić kraj z wrogich sobie sił...

- Nie traćcie ducha! - odwrócił się Witlicz do swoich wodzów. - Wygląda, że jesteśmy tu skazani na porażkę, ale mamy moce, których wrogom naszym brakuje. Zobaczycie. Cierpliwości tylko trzeba...

Czy naprawdę w to wierzył, czy tylko dodawał nam otuchy przed niechybną klęską?

Słowianie stali bez ruchu, ale po drugiej stronie rzeki, gdzie wojska Szerszeni od Tuchacza i Budiona wystawiły mrowie wojska spokoju nie było. Oni nie zamierzali oddawać panowania nad Bystrą Gniewoszowi. Ruch się tam zrobił straszny.

Zamieszanie. Przynajmniej kilkanaście tysięcy z Błotnego Roju, odzianych w stroje zwykłe dla rybaków ruszyło ku prądowi rzeki. W ich rękach zaświeciły włócznie, haki i trójzęby. Zwłaszcza te ostatnie zasiały popłoch pośród poczwar. Niejeden wąż rozchylił szczęki w cierpieniu, gdy jego ciało przebiły trzy ostrza. Próbował cielsko owinąć ciasno wokół broni, a potem wokół samego napastnika, aby go zadusić, lecz zaraz Szerszeniowi przychodził towarzysz z pomocą i potwora piką ranił w najwrażliwsze miejsce: kapiące czerwoną wściekłością i złe oczy.

gdańsk przewodnik harpun

Ginął jeden potwór, ale drugi, już ostrzeżony, wtrącał napastnika od Szerszeni w nurt rzeki. Tam zajmowały się nimi wszelkie poczwary co przyciągnęły za Gniewoszem. Nie więcej niż kości na dnie pozostawały po takim nieszczęśniku. Nie więcej niż plama krwi na powierzchni. Nie więcej niż przeraźliwy krzyk, ginący w otmętach...

Rozpoczęła się walka o brody.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później