Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Pomiędzy padalcami

Walka trwała w najlepsze. Co Szerszenie zdobyły i umocniły bród, albo chociaż jego część, z nurtem nadpływała nowa czereda, by zmieść wszelkie stanowska Błotnego Roju. Co oślizłe poczwary zdołały udrożnić koryto Bystrej dla swoich zamiarów, już się bezlitośni żołnierze z trójzębami brali, aby uczynić rzekę czerwoną od posoki.

Słowianie, jak Witlicz rozkazał, trzymali się z daleka od głównego miejsca walk, odpowiadając zbrojnie tylko, gdy któryś z potworów zagrażała bezpośrednio ich stanowiskom. Miejsca, gdzie siedzieli były, jak naczelnik nakazał, dość odległe od brzegu, za wyjątkiem kilku czatowni położonych wprawdzie tuż przy oszalałym od bitewnej wścieklizny nurcie, ale za to na wysokich, dających pewne schronienie skarpach. Na nich to siedzieli Bagieńcy, ludzie Mszara, którzy z błotnistą mazią, spośród wszystkich sojuszników najlepiej byli obznajomieni. Wypatrywali, w która stronę los się przechyla, komu sprzyja Dola i jak się rozwija zgiełk bitwy.

- Spójrzcie! - zawołał na jednym z takich stanowisk pryszczaty młodzieniec z rodu Bagieńców.

- Gdzie? - jego niezbyt rozgarnięty, dość gruby towarzysz niczego nie dostrzegał.

- Tam, w nurcie! Między wężami! Człowiek się topi!

- Tak, widzę! Ledwo się trzyma!

- Skąd on się tam... - pryszczaty nie myślał wiele. Już zarządził, że należy działać. - Trzeba mu pomóc! Weźmy bosaki, ściągniemy go na brzeg!

- Idę! - zgodził się gruby, chociaż wiedział, ze rozkaz był nie ruszać się z umocnień. Ale każdy by się ruszył.

Topiącego się na szczęście dostali dość blisko od brzegu, w niezbyt wartkim nurcie. Miał szczęści, że poczwary, między którymi zachłystywał się wodą nie bardzo się nim zajmowały. To aż dziwne było... Wyciągnęli go na twardy grunt, a podejrzenia tylko się wzmogły.

- Ktoś ty? - Pryszczaty był pełny najgorszych obaw. - Co między poczwarami robiłeś? Szpieg w ludzkiej skórze pewnie jesteś!

- Nie szpieg! Posłaniec! - Wymęczony człowiek ledwo mógł wykrztusić krótkie zdania. - Jestem Korowaj. Witlicz mnie zna. Prowadźcie!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później