Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Padalec czy...

- Korowaj! - Witlicz aż wstał zaskoczony. - Ty żyjesz!

- Nie wiem, czy to nie nazbyt pochopny wniosek.

Tak... Korowaj kpił z samego siebie, czy naprawdę sam już nie wiedział kim jest? Oczy jego takie, jak u chorych ostatecznie. Błyszczące, ale błyszczące cierpieniem ciała i duszy, zamiast mocą i radością życia. Kiedyś był butnym kupcem, osobą znaczną i szanowaną wśród mieszkańców prawobrzeżnej krainy Nurtowców. Schodek po schodku wspinał się coraz wyżej i coraz bogatsze go otaczały skarby. Aż Witlicz przyszedł z wojskiem i sprawił, że Korowaj przejrzał na oczy. Wtedy umarł i narodził się ponownie po raz pierwszy. Potem los jego nieznany, zaginął gdzieś, w czasie walk z Gniewoszem, a gdy Słowianie wędrowali przez Rolę, nikt już nawet jego imienia nie wspominał. A teraz jest. Powstały z martwych po raz drugi?!

- Usiądź - naczelnik wskazał gościowi niewielki taboret, sam siadając na sprzęcie nie lepszym. - Powiedz, czego chcesz.

- Witliczu, ja nie chcę już niczego! - odrzekł smutnym głosem Korowaj. - Wszystko, czego chciałem okazywało się ułudą lub pomyłką, gdy tylko po to sięgałem. Jestem tu nie dlatego, ze chcę, lecz dlatego, ze muszę. Mam słowo od Królowej.

- Jakie?

- Wracajcie!!!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później