Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Osy i Szerszenie

Pokrywa chmur, do tej chwili stężała, gęsta i ciemna, zaczęła miejscami jaśnieć. Ciężkie obłoki rozrywały się na mniejsze i bardziej świetliste, tu i tam do ziemi docierał nawet promień prosto ze słońca. Raźniej się zrobiło, bo już zupełnie jasno, mimo że pora późnojesienna.

Pomiędzy nami przemknął lekki podmuch. Na dobrą wróżbę, jak myśleliśmy, lecz to, czemu przyglądaliśmy się dobre nie było. I ten dźwięk, to brzęczenie już znałem od dawna, od chwili, gdy Zemsta się Królowej zamarzyła.

Chwila jasności była krótka, a gradowo-deszczową chmurę zasłoniła nawała czarno-złota. Gnała prosto ku rzece, w której kąpały się wrogie oddziały. Posiłki! Już nie tylko woda miała kipieć nienawiścią, ale i powietrze. Nim osy i inne z latających poczwar zdołały z góry dosięgnąć wojowników Błotnego Roju, Tuchacz i Budion wysłali przeciw nim rój Suchy.

Suchy Rój to wojsko za kolebkę mające step i półpustynie, gdzie w gęstwinie ani w wodzie się nie walczy. Tam przestrzenie są tak olbrzymie, że i dla miecza okazji niewiele. Na stepie, żeby razić kogoś nienawiścią, trzeba pocisków dalekosiężnych, miotanych przez łuki i kusze.

Żołnierze stepowego rodu rozstawili się grubym szeregiem wzdłuż południowego brzegu Bystrej. Napięli cięciwy, wyostrzyli wzrok. Czekali, aż złoto-czarna chmura zacznie przeradzać się w chmarę pojedyńczych potworów, które już można trafić. Już niedługo...

gdańsk przewodnik osy

Pierwsze osy już się dobrze odznaczały na tle nieba. Już ich żądła, niosące bez wątpliwości jasne przesłanie błyszczały groźnie. Wtedy pierwsze strzały i bełty pomknęły im na spotkanie.

- Teraz!

Świszcząca zasłona wielkim łukiem pognała ku nalotowi. Nic to! Skrzydła przebite to nic strasznego, wiele z napastliwych os takie trafienia wprawiły tylko w większą złość, by szybciej jeszcze dopaść ludzi. Zniżyły lot tak, że wojownicy tonący ciągle w kipieli Bystrej mogliby je chwycić, gdyby tylko nie byli sobą wzajem zajęci.

- Teraz!

Ostry rozkaz kazał szybko załadować nowe strzały i zrobić użytek z broni. Teraz już było bliżej. Niejedna osa ugodzona w żywotne tkanki wpadła wprost w kipiej wodnej bitwy, by tam dokonać żywota. Przerzedziły się powietrzne szeregi, ale ciągle jeszcze i ch była wielka liczba.

- Teraz!

Po raz trzeci wykrzyknęli dowódcy i kto zdążył, tego bełt nie mógł ominąć os. Były już na wyciągnięcie miecza, więc i za miecze się niektórzy chwytali. Padło jeszcze więcej owadzich wojowników, niż za pierwszym razem, ale już swoją cenę miał ten wystrzał. Już dla żądeł i jadu Szerszenie były w zasięgu. Zatrute ukąszenia i kłucia zwalały z nóg setki ludzi. Cierpieli w krzykliwych boleściach rwąc sobie włosy z głowy i skórę z twarzy, byle tylko ból straszny odrzucić...

Słowianie z dala na to patrzyli, bezpieczni, ale i bezsilni. Najbardziej z nich był zatroskany Biedrzeniec, który przepowiedział Wilticzowi najbliższą przyszłość.

- Zdaje się, że te nieludzkie stwory zaczynają przeważać. Spodziewaj się więc naczelniku drugiego posłańca, który ci złote góry obieca za sojusz.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później