Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Przemyślany, rozsądny, dorzeczny

- Sporo z Gintarem krwi napsuliśmy Szerszeniom, ale w końcu złapali mnie w czasie wypadu pod Bramę Kruka. Podchodziliśmy tak daleko, bo ciągle mieliśmy nadzieję, że jeszcze uda się odnaleźć któregoś z Romantów żywego. Tylko kilku udało się wyswobodzić ze skalnych kryjówek i bezpiecznie dostarczyć do Wyszowego Lasu.

Pełka mówił bardzo spokojnie. Zupełnie bez nerwów, bez uniesień, jakby jego tu obecność i rola były rzeczą zwyczajną. Witlicz miał z nim większy kłopot niż z Korowajem. Jeszcze większy kłopot miałem ja. W końcu to przyjaciel, z którym przeszliśmy długą drogę...

- Zwykle nasze wycieczki były szybkie i dość sprawne. Obywało się bez większych potyczek, ale ostatnim razem czekali na nas. Wiedzieli kiedy i którędy będziemy przechodzić. Wiedzieli ilu nas. Myślę, że ktoś zdradził. Nieważne zresztą. Dostali mnie i dobrze wiedzieli kogo mają. Tylko dlatego pozostawili mnie przy życiu, żebym tu dziś z wami rozmawiał.

Pełka nie wyglądał dobrze. Już go nie raz pobili. I w Zakolu, w potyczce oberwał i w Makiwce mu się dostało i w bitwach swoje wziął, ale teraz widać było, ze pracowali nad nim długo i dokładnie tacy, co się na rzeczy znają. Ludzie, co wiedzą, jak wzbudzać ból, jak sumienia łamać, a przy tym ciału pozwolić się przez życie dalej toczyć.

- Szerszenie wiedzą, jak najgorsze z człowieka wydusić. Na tym się ich cała władza opiera, żeby strach i podłość na wierzch człowieka wywlec i takiego, upodlonego gnać, gdzie zapragną wodzowie. Myśleli, że każdy chce żyć...

- Ty nie chciałeś? - zapytał Rogowiec podejrzliwie.

- Oczywiście, ze chciałem! Na wiele bym przystał, byle tylko mnie męczyć przestali. - Wzrok Pełki zagubił się na chwilę. - Nie na wszystko jednak. Wierzcie mi, albo rozsądnie - nie wierzcie, że do zdrady nie posunąłbym się. Mimo wszystko ból da się znieść.

- Wytrzymałeś?

- Wytrzymałem - Pełka uśmiechnął się lekko. - Zdziwili się, bo wiedzieli, jaki jestem. Nie wiem skąd, ale słyszeli, ze dla mnie gospodarka nie wojna ważne, że rozsądek wolę od szlachetnych porywów i że życiem cieszyć się chcę i potrafię. Mysleli, że z takim łatwiej im pójdzie. A tu figa! Granica zdrady u mnie dalej, niż granica życia!

Spojrzał na mnie tak, że zadrżałem. W jednym mgnieniu zobaczyłem wszystkie męki, które trafiły się akurat jemu, człowiekowi rzeczywiście niestworzonemu do bohaterskich, sławnych spraw. A jednak Pełka wytrzymał. Byłem pewny.

- Skoro nie mogli mnie złamać, poszli po rozum do głowy. Nakarmili, napoili, opatrzyli rany i przyszli się układać. Na to zawsze byłem otwarty, chociaż podstęp węszylem, jak wy teraz. I oto jestem: za życie i wolność przynoszę tu ich słowa.

- Jakie?

- Wy już wiecie jakie. Chcą sojuszu, ale warunki was mogą trochę zdziwić.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później