Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Nie odpuszczaj!

Wielki wąż wyskoczył z wody, prostując swoje ciało na wysokości trzykrotnie większej od najwyższego z wojów. Wydał przy tym straszny dźwięk, który łączył w sobie trwożne cechy innych odgłosów. Z krzyku miał strach ogarniający każdego wokół, z syku obrzydzenie, a z gardłowego warczenia najczystszą nienawiść. Razem z potworem z wody wyłoniło się przynajmniej pięciu niewolników Błotnego Roju, którzy uparcie trzymali się włóczni wbitych w ciało gada. Dwaj nie wytrzymali wyskoku poczwary, rozluźnili chwyt i uderzyli z impetem w lustro wody. Rzeka wokół nich natychmiast się spieniła i poczerwieniała. Trzej, którzy wciąż zajadle wiercili rany w ciele potwora, wąż próbował odrzucić najdzikszymi z szarpnięć. Nic z tego. Ostrza coraz głębiej wrzynały się w mięso pomiędzy łuskami przybliżając bydlę do śmierci.

Nie tak łatwo! Poczwara w ostatecznej próbie uderzyła rozpaczliwie cielskiem o brzeg na tyle skutecznie, że jednego z wrogów zmiażdżyła, a kolejny nie utrzymał włóczni i zanurzył się w kipieli, dzieląc los rozszarpanych braci. Został już ostatni, ale na tego już wąż siły nie miał. Chociaż moc go opuściła, to nienawiść, która go w boju napędzała kazała ze sobą pogromcę do piekieł zabrać. Gad, przełamując z pewnością wielki ból owinął się wokół wroga i nie zwalniał uścisku, mimo że włócznia coraz głębiej wbijała się w ciało. To ostatnie, co zdołał zrobić. Żołnierz Szerszeni z Błotnego Roju i gad od Gniewosza zanurzyli się po raz ostatni, a już po chwili na ich miejscu rozgorzały nowe starcia.

gdańsk przewodnik gniewosz i szerszeń

Krótka jest sława prostego żołnierza.




Witlicz, mimo pozorów spokoju z trudem znosił bezczynność. Wyszedł przed namiot, wodzom nakazując, aby pozostali i tylko mnie zabrał ze sobą. Przystanął na pobliskim wzniesieniu. Odetchnął głęboko, wsłuchał się w tumult bitwy i rozejrzał się wokół po prostych słowiańskich wojach. Znać było po nim ciężar, nawet nie władzy i odpowiedzialności, ale konieczności milczenia. Widocznie nikomu nie mógł ufać jako naczelnik. Coś wiedział więcej. Co? Skąd wiedział? Własny ojciec, a taka zagadka.

- Dobrze czasem tak wyjść, zostawiając wszystkie ważne myśli gdzieś daleko - naczelnik za wszelką ceną próbował choć na chwile odsunąć troski. - Zimowicie! Wsłuchaj się i wpatrz w cztery strony świata. Potem zamknij oczy i poczuj go nozdrzami, ciałem i duchem. Co na północy dostrzegasz?

- Na północy coś dobrego czuję... - odrzekłem posłusznie, bo niezwykłem poddawać w wątpliwość nawet najdziwniejszych poleceń ojca. - Tam nasze rodziny! Oczekują od nas obrony, maja nadzieję...

- Wystarczy! - ojciec zmącił rodzący się tęskny obraz. - Na zachodzie?

- Nienawiść Gniewosza i żądzę Królowej. To akurat chyba wszyscy czują!

- Nie to, spójrz dalej. Co za poczwarami, co za nimi idzie?

Wytężyłem zmysły. Uniosłem się ponad lubieżną lepkość otaczającą wojska Królowej, ominąłem odrazę towarzyszącą gadom Gniewosza i pognałem zmysły, aby zbadały co dalej.

- Pustka! - wykrzyknąłem przerażony. - Coś tam podąża i czyści świat z wszelkich kształtów życia. To straszne!

- I ja to odczuwam - przerwał ojciec. - Zwróć się ku wschodowi!

- Tam jeszcze straszniej! Za Rojami idzie coś jeszcze gorszego, niż na zachodzie. Mrok, z którego wszelkie niedobre zjawiska się biorą. To co podłość napędza, zdradę karmi. To zło. To sam Zły śmierć niesie! Ojcze!

- Uspokój się! - Witlicz objął mnie ramieniem. - Miej nadzieję. Co widzisz na południu?

- Na południu Przewodnik Starzyk na wysokości z wyrokiem czeka.

- Dalej, co dalej widzisz!

- Za Trzema Wzgórzami? Coś dalekiego i słabego. Coś tam błyszczy wśród ciemnych obłoków, coś iskrzy między gasnącymi krajami. Co to jest, ojcze?


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później