Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Wierność, rzecz cenna

- Zbierzcie wszystkich! - polecił wreszcie Witlicz swoim wodzom. - Niech całe wojsko będzie gotowe do starcia. Zostawcie namioty i sprzęty, tylko mogą zawadzać. Stańcie długim pochodem czołem ku Bystrej. Ja z oddziałem pójdę przodem, więc na skarpie miejsce dla stu ludzi zostawcie. Tylna straż niech tylko pilnuje, żeby nikt mi zamysłu nie popsuł!

Zakotłowało się w obozie. Rzucili się wszyscy wykonać rozkaz, bo długa już ta bezczynność obok gorejącej bitwy trwała. W działaniu rozwiały się wątpliwości tych, co myśleli o układach z wrogiem. Sprawnie rósł długi wąż, po czterech w szeregu, gotowych do bitwy Słowian.

Ale jak i z kim mają się bić? Dokąd i po co zmierzać? Tego nie wiedzieli. Do samego końca Witlicz to w tajemnicy trzymał. Póki miał za sobą wierność wojska, nie zamierzał zdradliwym uszom oddawać przysług. Do ostatniej chwili...




Aż trudno było uwierzyć, co się kąpie w wodach Bystrej. Straszni woje Rojów? Do ich widoku już oczy przywykły. Potwory od Królowej? Też czas był już, aby się opatrzyły! Nie one były dziwne, tylko niczym niezachwiana wierność rozkazom. Nie było sposobu, żeby nie zginąć w nurcie, więc ginęli jedni i drudzy, a każdy zabierał tylu wrogów ilu zdołał. Po co?




Gintar ruszył bo nie miał już wyjścia. Przewaga, jaką dawał mu w wojnie podjazdowej las nic już nie znaczyła wobec mrowia obcych. Jeden Szerszeń na jedno drzewo Wyszowego Lasu przypadał. Ani się gdzie schować ani walczyć, chyba że ktoś tylko szukał chwalebnej śmierci. Dla pieśni to dobre, ale nie dla zwycięstwa.

Nadto Szerszenie siekiery i topory uruchomili. Tysiące ich w każdym zagajniku, zamieniało las w budulec dla jakichś swoich wielkich celów. Tysiącletnie dęby i potężne graby padały odłączone od korzeni. Ogołacane z gałęzi, nagie, wleczone w niewoli gdzieś, gdzie sobie panowie Szerszeni życzyli. Tylko skowyt pozbawionej bezpiecznego cienia przyrody pozostał z wolna milknący.

Piętnaście tysięcy ludzi zostało Gintarowi, wobec pewnie setek tysięcy obcych. Piętnaści tysięcy, wojów, którzy już nie mieli gdzie ani jak się na wroga zasadzać. Nie zdziałaliby tu już wiele...

- Oby sobie Witlicz nie pomyślał, że się z zamachem na jego zamiary szykuję. Idę ku wzgórzom, bo nic innego mi nie zostało!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później