Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Na kagańcu rozkazu, w zbroi popędu

Kiedy drugi szereg wszedł do wody, pierwszy nie miał już odwrotu. W wodzie po kostki, potem po kostki w błocie, a w wodzie po kolana. Nad tym sino-czerwona piana, wciskająca się wszędzie. I świeży ciągle zapach umierania.

Nagle zagotowało się coś w toni. Wybuchł piekielny ryk, a za nim wielka miara wody uderzyła Rogowca, omal go nie przewracając. Z nurtu, pośród bryzgów wzburzonej kipieli wyłoniło się potężne gadzie cielsko, śmiertelnie ranione ostrzem żołnierza Roju. Łuski zmiażdżone lub poodrywane. Skóra w strzępach i do mięsa zorane ciało. I posoka, karmiąca nasyconą czerwienią głęboką barwę Bystrej. Trójząb tkwił głęboko w trzewiach konającej poczwary, lecz ten, który zadał cios zginął w otmętach. Śmierć za śmierć.

Po drugiej stronie pochodu, tam gdzie Biedrzeniec prowadził swoich przepoczwarzonych w wojsko żerców śmierć przyszła z nieba. Szczęście, że ci co bliżej środka trzymali tarcze w górze, bo impet pocisku, który w nich uderzył zabiłby niejednego. A tak, tylko głuchy huk i nadwyrężone stawy. I to, co uderzyło, z wolna osuwające się do wody.

- Bogowie!

To nie żaden pocisk, tylko ohydnie zniekształcone ciało wojownika Szerszeni. Osa od Królowej porwała go z tłumu łuczników, lecz zanim zrzuciła z wysokości, jeszcze mu pokazała, jak się zadaje ból. Kawałek zgruchotanej kości łączącej się z udem, skóra pocięta, wnętrzności wywleczone, twarz... To twarz chyba?!

- Bogowie!

Nie było czasu za długo się z ludzkimi nastrojami obnosić. Witlicz przecież rozkazał! W samą porę się żercy Biedrzeńca opamiętali, bo osa, która tak haniebnie obeszła się z nieszczęśnikiem, dopiero w nich uderzyła wielkim pędem. Jeszcze chciała się pastwić na zwłokami, jeszcze coś zepsuć, jeszcze poranić. Na szczęści dla Słowian tarcze znów uniesione odwiodły ją od tego zamiaru.

Im głębiej w wody Bystrej, tym gęściej od takich obrazów. Coraz więcej tego szaleństwa: śmierci i zła. Wreszcie poczwary - i te z wykoślawionej przyrody wyrosłe, i te w ludzkich powłokach - spostrzegły nowy żer dla swych popędów. Słowianie już niemal w połowie zanurzeni! Spod wody i z powietrza, z błyskiem miecza i ze świstem strzały obcy rzucili się na pochód wojsk Witlicza, lecz ten był już na to gotowy.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później