Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Mędracy ze skarbami

Wodzowie kazali głowy wyciszyć. Pochować wszystkie myśli - i te drżąco-lękliwe i te kapiące pożądaniem - po najgłębszych zakamarkach. Nakazali oddać się temu, od czego człowiek całe życie się oddala. Dziki popęd i niewolnicze posłuszeństwo za przewodnika!

Posłuszne i czyste umysły dobrze przewodziły rozkazy. Sprawnie rządziły ciałem. Żądła z pędem skalnego pocisku spadające z góry uderzały w tarcze bądź to tępiąc się zupełnie na twardej dębinie, bądź osuwając po żelaznych osłonach między słowiańskich wojowników, ciągnąc za sobą mocą impetu cielsko owadziego potwora. Tam już miecze i nasiekańce robiły swoje.

Ci z zewnętrznych szeregów nie zawracali sobie głowy napadami poczwar Królowej, bo się od gadów Gniewosza musieli opędzać. Tarcze swoje trzymali gęsto. Gdy się któryś wąż próbował wśliznąć między nie, aby z jadem do żywych ciał się dostać, na mur nieprzebyty napotykał. Czasem jednak jakaś wyrwa się zdarzała, wtedy już się tam paszcza z potężnymi zębami pchała kąsając na oślep, czy się jakaś ofiara nie trafi. Długo jej miotać się nie pozwalano. Włócznie i siekiery łby poczwar w mig od ciał oddzielały.

Wojowników Błotnego Roju, tych z trójzębami, Słowianie zwyczajnie cięli. Mieczami. Żołnierzom z Roju Suchego, którzy z brzegu strzałami razili, odpowiadali tym samym i jeszcze nadto włóczniami celnie rzucali.

Tak byli Słowianie w walce doskonale skuteczni i posłuszni, że niemal przegrali... Nie! To nie u nas. Nie wśród rodzaju ludzkiego, nie wśród Słowian!

Na szczęście nie byli doskonali zupełnie. Niejeden wojownik z Roli i Białej Wody zginął, bo się zagapił na mgnienie, myśląc o ukochanej. Wielu z obrazem rodziny przed oczami o ułamek z obroną przed osą się spóźniło. Może to nieroztropnie, może wbrew rozkazom, ale każdy żołnierz coś tam niósł ze sobą, jakiś skarb, co mu w bitwie ciążył, ale bez którego na drugi brzeg iść nie było po co...

gdańsk przewodnik narodziny gwiazdy

...a coś tam, na południu dawało ciepło i nadzieję. Tak wielka i piękna była to rzecz, że aż gwiazda zapłonęła z radości i ciągnąc długi, gorący warkocz pognała przez niebo, aby wszystkim opowiedzieć..


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później