Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Świta drugi brzeg

Jak zapętlone gąsienice posuwali się to wewnątrz, to na zewnątrz pochodu słowiańscy woje. Raz z tarczami i włóczniami wzniesionymi ku niebu, raz w nurt rzeki mieczami celujący. Tylko Witlicz i ja z nim ciągle trzymaliśmy się czoła. Ojciec, by mądrze Słowian przeprowadzić, a ja... Ja jak zawsze tylko świadkiem byłem, nic ponad to.

- Ojcze! Coraz mocniej kąsają! - krzyknąłem przez huk spienionej rzeki. Rzeczywiście coraz większa liczba sług Żmija i Królowej, a za nimi ludzi Tuchacza i Budiona zostawiało wzajemną nienawiść, byle Słowian szarpać.

- Już blisko! Nie zatrzymujcie się! - krzyknął naczelnik wiedząc, ze odwrotu ani innej drogi niż naprzód nie ma.

- Ojcze, a co z tymi na brzegu? - Pokazałem łuczników czekających na gęsto usianej stanowiskami skarpie. - Zanim się wyzej wdrapiemy nikt przy życiu nie zostanie!

- I na nich jest sposób! Wołaj opiekunów. Niech się wreszcie przydadzą!

- Jesteśmy! - odrzekli wysłannicy Chociana i Służby.

- Widzicie tych na skarpie?

- Widzimy!

- Czas, żebyście swoich rozwiniętych sposobów przeciw wrogom użyli!

- Tak, panie! - krzyknęli bez wahania i przywołali swoich podwładnych. - Dawać ognie ellańskie!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później