Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Rozwinięci zabijają na odległość

Jest jakaś granica w bitwach, której zwykle plemiona, nawet najbardziej sobie nienawistne, przekraczać nie lubią. Jest kij, jest i obuch, którym wroga usypiają. Są miecze i włócznie, którymi się zawsze chętnie rozpłatają, są i łuki, co na odległość razić potrafią i kusze... te już za niegrzeczne uchodzą. Można kogoś trafić kamieniem i uderzyć skalnym odłamkiem, dźgać nożem i prosto pięścią uderzać, ale żeby tak?!

Słowiański pochód wydobywał się na brzeg, coraz szerzej rozlewał się u stóp skarpy na której posadowieni żołnierze Suchego Roju dobrze wiedzieli, jaki pożytek z łuków i strzał. Mimo, ze woje Witlicza zasłaniali się tarczami jak mogli najściślej, ginęli. Dobrze, ze rozwinięci przyszli na ratunek ze sposobem.

Nauczyli się w miastach, ze można razić wielu wrogów naraz, nie patrząc przy tym gdzie serce, gdzie oczy, byle w zasięgu plucia ognia się znaleźli. Nikt jednak nie ostrzegał prostych Słowian, ze takim widokiem poczęstują ich bitwy rozgrywane na nowy sposób...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później