Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Wyrazisty wróg

Przywleczone przez opiekunów dziwne węże odwrócono paszczami do wrogów. Za wężami skrzynie, których zawartość była dla opiekunów największą tajemnicą. Mówili, ze kto by zdradził, czym skrzynie napakowane, nie tylko sam by zginął, ale rodzinę do siódmego pokolenia by zgubił. Za skrzyniami pomocnicy chwycili się za miechy. Gdy tylko rozpoczęli, z wężowych otworów, w kierunku łuczników Suchego Roju na skarpie, wybuchły rzeki płynnego ognia.

Rozświetliły okolicę, rozświetliły i samych wrogów. Który się w buchający strumień dostał, tego los przesądzony. Ogień przylepiał się do ciała nieszczęśnika, obłapiał go lubieżnie i wciskał się w jego ciało. Nie odpuszczał ani na chwilę, zażarcie trawiąc nieszczęśnika na popiół.

Największy jednak zamęt w szeregach obcych siał nie ból i śmierć, lecz krzyk bólu i widok śmierci. Towarzysze umierających mieli przed oczami obraz straszny, a pomóc druhom nie mogli w żaden sposób. Wrzaski z najgłębszych trzewi domagały się pomocy, wołali ulgi cierpiący woje ze wszystkich stron. Na tle nieba płonące sylwetki odcinały się dokładnie, zaznaczając dymem i płonącymi jęzorami każdy przepełniony cierpieniem i daremnym miotaniem krok. Nie gorzej ten widok psuł jedność wroga niż niegdyś Przeraza. Los tego wojska był przesądzony.

Słowiański pochód bez przeszkód wspinał się na brzeg. Nic go już nie dzieliło od Trzech Wzgórz. Przewodnik Starzyk oczekiwał zwycięskiej odpowiedzi.

Z nagrodą?


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później