Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Nieufni, sobie nieznani

Zubożone bitwą wojska Słowian stanęły kręgiem wokół najwyższego ze wzgórz. Do ostatniego z żywych już wyszli na brzeg. Żywicze, Bagieńcy, Rębajcy, Nurtowcy, ci z Roli i Zakola - wszystkie słowiańskie rody i szczepy, które - zlepione - nieznaną siłą się tu dotoczyły. Pięć tysięcy dotrwało i wszyscy zwrócili tarcze ku rzece, otaczając szczyt wzniesienia półkolem. Nie było jednak potrzeby się bać. Jakoś poczwary z rzeki nie chciały ich już pożerać.

Przetrzebione bractwo Wyszowego Lasu stanęło półkolem od południa. Także pięć tysięcy, także tarczami na zewnątrz. Ich także nikt nie niepokoił. Oddziały Szerszeni czym innym wolały się zająć.

Skoro Dola przyniosła wytchnienie, czas pójść na szczyt. Gintar ruszył samotnie, Witlicz mnie, swego syna Zimowita, jak zawsze wziął na świadka. Niedaleko do szczytu było, więc nie zadyszeli się za bardzo. Dopiero, gdy spostrzegli się nawzajem, nieco im się oddech popsuł.

- Gintarze! Ty tutaj?

- Nie przeciw tobie tu jestem!

- Ja przeciw tobie także nie. Ale tylko jedna odpowiedź może być...

- No już, już! - odezwał się w końcu Przewodnik Starzyk. - Nie czas teraz na takie myśli. Rad jestem was powitać!

Przewodnik Starzyk najpierw podszedł odo ojca.

- Witam, cię, Witliczu! Mądrze, że syna zabrałeś. Przyda mu się nauka.

Uściskawszy ojca zwrócił się ku Gintarowi.

- Witaj i ty, Gintarze! Mniej się znamy, ale sporo pewnie i tak wiesz o mnie. Niech ci się przedstawię, jak zwyczaj nakazuje. Jestem Szarzyk.

- Szarzyk?! - ocknął się nagle ojciec. - Chyba...

- Szarzyk, Przewodnik Starzyk - gospodarz wzgórza machnął ręką. - Różnie na mnie mówią. Zależy, którą z moich licznych przywar i słabości chcą wykpić. Naprawdę nazywam się Szarucki.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później