Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Piramida to podstawa

Słowiańscy wojowie, stojący obronnych kręgiem wokół wzgórza od dłuższego już czasy nie byli nękani ani przez wojska Szerszeni ani przez poczwary Królowej. Wrogowie na powrót zajęli się sobą, wyrzynając się coraz skuteczniej. Nurt Bystrej wciąż kipiał krwistą czerwienią.

Chociaż z żołnierzy Witlicza i z braci Gintara zeszło napięcie, to jego miejsca nie zastąpiła ulga. Rozejrzeli się po swoich towarzyszach, po zastępach. Przygnębienie zagościło na ich twarzach, gdy zrozumieli, ze większości z przyjaciół już nie zobaczą. Jak nieliczne były teraz ich szeregi, a przecież nie wiadomo, co jeszcze czeka!

- Podstawą piramidy jest rodzina! - ciągnął Przewodnik Starzyk. - Wszyscy to wiedzą, wszyscy się z tym zgadzają, a jednak nie z myślą o niej kształtują świat. Wy, na południu na przykład - gospodarz wzgórza znacząco spojrzał na Gintara. - Rozum dał wam lepsze sposoby na przyrodę. Więcej plonów, zdrowsze zapasy, bezpieczniejsze granice, na swary mądre sposoby... Rozwijaliście się i wasza piramida coraz była wyższa, coraz smuklejsza! Coraz mniej ludzi musiało i chciało ciężką pracą bez doczesnej nagrody stać u podstaw. Każdy prawie marzył wzbijać się na wyżyny, ku bogactwu, władzy i sławie. Codzienny znój na coraz większą pogardę napotykał. Oczywiście, można: zamiast dzieci własne przysposabiać do uczciwej pracy w gromadzie, obce, biedne ludy przygarniać i do roboty zaganiać. Zamiast trzymać się bogów i wartości od nich płynących, zbudować piramidę z błahostek i nimi zmysły cieszyć. Zamiast radości obcowania z bliźnim tylko się nim bawić, tylko zmysły karmić, a gdy pomocy on potrzebuje to państwem się zasłaniać, niech się ono zajmuje kłopotami. Jak długo - spójrz na to teraz, z oddali - można tak żyć, gnijąc wśród obleśnego dostatku i obumierając z braku miłości?

- Masz rację. Za daleko się w naszych doświadczeniach zapędziliśmy...

- A ty, Witliczu? U was nie lepiej. Trzymacie się dawnych wierzeń i zwyczajów, to prawda. Wybieraliście w tej potrzebie raczej przyzwoite drogi. Ale błędów strasznych się nie ustrzegliście. Pierwszy: zmian świata i jego kłopotów nie dostrzegacie. Jeśli na coś nie ma sposobu w dawnych zwyczajach, od tego odwracacie głowy i udajecie, że kłopotu nie ma! Drugie: widząc dookoła wrogów, którzy upadli niżej od was, popadliście w pychę! Zdaje ci się pewnie, Witliczu, że ze słowiańskim sposobem na życie niesiesz światu wybawienie?! Że tylko wasz sposób bogom miły? Jedyny co przetrwanie zapewni? Mylisz się! Nie jesteś wyjątkowy, nie jesteś wybawicielem. Walczysz tylko o swoje, jak inni walczą. Walcz, za walkę ci chwała, ale zapomniałeś o pokorze...

- O pokorze... - dobył się głos gdzieś z głębi sumienia naczelnika Słowian.

- Jeszcze raz wam powtarzam - Przewodnik Starzyk mocniej zaczął pracował zachrypniętym gardłem. - Podstawa! I tu, pierwszy raz w tej wędrówce, dla Cebie zadanie Zimowicie. Przestaniesz być tylko świadkiem zdarzeń, a staniesz się uczestnikiem. Zrobisz to, co najważniejsze. Dla siebie i jeszcze współbraciom będziesz przykładem.

- Co takiego mnie czeka?

- Ty sam, Zimowicie, wiesz najlepiej! Nikt cię do niczego namawiał nie będzie ani niczego od ciebie żądał. Już postanowiłeś przecież, co zrobisz, jeśli się z tego wzgórza wydostaniesz.

- Tak... - gdzieś z głębi mnie, w stronę świadomości płynął strumień pragnień. A że były to pragnienia czyste, nie przeciwstawiające się przyrodzonemu biegowi, sumienie na drodze im nie stawało. Wypływały na wierzch marzenia nie tylko czyste, ale też będące lekarstwem na opłakany stan świata wokół, dlatego posłuszeństwo wobec ojca - tak zawsze głęboko we mnie siedzące - musiało się usunąć.

- Tak! Wiem ojcze, wiem Gintarze, że ta bitwa, że ta wojna to tylko część naszych dziejów i trzeba jeszcze dalej iść i jeszcze ciężej walczyć, by zasłużyć na przyszłość. Za Grodnicą jest świat rozwinięty, jest ta dziwna Twierdza-Świat, której trzeba bronić, są liczne roje Szerszeni i to Szerszeni rozwiniętych, nie takich jak ci tutaj. Wiem, że się losy świata ważą...

Jak to powiedzieć, żeby być zrozumianym i żeby nikogo nie urazić?

- ...wiem, że liczyłeś na moją przyjaźń Gintarze, wiem ojcze, że chciałeś mnie na bohatera ukształtować, co Słowian poprowadzi, ale...

Jeśli się zaczęło, trzeba dokończyć, nawet jeśli zawód innym się przynosi!

...świat jest waleczny, lecz ja nie mam na to czasu. Gdy stąd odejdziemy, bohaterstwo, sławę i bogactwo zostawię innym, niech się gryzą o nie. Ja poszukam Borówki. Poszukam jakiegoś miejsca porządnego, wśród porządnych ludzi i zbuduję gniazdo. I, wiesz to dobrze ojcze, nie będzie chwili wytchnienia ani czasu na wielkie sprawy. Jeść nowonarodzonym dać trzeba, drew na zimę nanieść i pilnować, żeby zbój chaty nie napadł.

Przewodnik Starzyk pokiwał na to głową.

- ... i jeszcze zaświecisz przykładem, bo inni - większość olbrzymia - do tego samego stworzeni. Podstawa piramidy! A wy... - Przewodnik Starzyk znów odwrócił się do Gintara i Witlicza. - Musicie tym wszystkim rodzinom zapewnić dobry los. Dlatego dla was zadanie mniej przyjemne. Popatrzcie!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później