Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Za wrogiem wróg II

Od wschodu ostatnie nieskrwawione oddziały Szerszeni włączały się do walki. Nurt Bystrej, wciąż bezwstydnie czerwony, ciągle domagał się nowych ofiar. Wszystko mu było jedno, czyje ciała niesie: ludzi czy poczwar.

Budion i Tuchacz w coraz większych potach słali rozkazy. Najsprytniejsze pomysły na bitwę opracowali, najchytrzej rozporządzali wątlejącymi siłami, a tu nic. Wróg nie złamany, za ubitego towarzysza zabójstwem bezczelnie i niezmiennie odpowiadał.

- Popatrzcie! - Przewodnik Starzyk wskazał niedawno niezliczone i potężne, a teraz skarlałe Roje. - Nie sprawdziły się wojownicze osy, nie sprawdzają się i Szerszenie. Wykrwawiają się, giną i nie potrafią pojąć dlaczego. Myśleli przecież, że ponad stany wyrośli. Owady żądały powrotu do prostego, dawnego życia bez ludzkich wynalazków, a ci na odwrót. Chcieli tylko te wynalazki na świecie zostawić. Wynieśli rozum ponad świętości, zwyczaj i przyrodę mając za nic. Wszystkie wartości, jakie człowiek w sobie nosił rozmieniali na takie zjawiska, które rozum potrafił opisać. A kiedy poddani w końcu ulegli ułudzie, ze rozum wszystko już ogarnął, wtedy ziemscy władcy Szerszeni zaśmiali się zwycięsko.

- A tutaj, teraz - POPATRZCIE! - przegrywają i wali się ich odczucie wszechmocy, wali się ich potęga i zamiary rozpływają się w nurcie Bystrej! A przecież wszystkie ludzkie siły i zdolności wyzyskali do granic. Skoro tak, pomyślał pewnie ich Prawdziwy Władca, to znaczy, że człowiek jest za słaby i jego czas się skończył!

- Co tam idzie, co to jest?! - Gintar ze strachem wskazywał czerń postępującą za ostatnimi odwodami Szerszeni.

- Tam jest ostatnia granica człowieczeństwa. Za nią już byty z ludzi wyrosłe, ale ludźmi nie będące. To idzie zimne, bezduszne Zło, z samym Złym na czele!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później