Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Jak kończą bohaterowie III

- Zimowit!!!

Właśnie zabierałem się do uliszcza, bo brzeczkę zamierzałem nastawić, gdy z chaty dobiegł mnie krzyk Borówki. Powiedzieć głos zaniepokojony to mało. Przerażony, to właściwsze słowo. Rzuciłem wszystko i pobiegłem co sił. Przez poletko wschodzącego beru, obok ułożonych w zagajniku sprzętów: radła, kosy, stępki i żaren. Chwyciłem mocniej miecz, sięgnąłem jeszcze po poręczny nóż i dopadłem do drzwi domostwa.

Co tam się działo! Były wszędzie i pustoszyły wszystko! A w chacie w samym rogu, gdzie na palenisku wrzątek z bryjką...

- Derwan! - wrzasnąłem i rzuciłem się ku średniemu synowi, w ostatniej chwili odciągając go od buchającego parą garnka, bo byłby wszystko na siebie wylał. Już się we mnie złość - jak rzadko - zbierała na Borówkę, gdy zobaczyłem, że nie mogła nic poradzić. Najstarszy, uwieszony u pułapu tylko się śmiał ubawiony psikusem, gdy Borówka próbowała bezpiecznie ściągnąć go na ziemię. Najmłodszy w tym czasie otulony jej ramieniem darł się wniebogłosy wołając jeść.

- Już nie daję rady! - poskarżyła się Borówka, wśród krzyków nic nie robiącej sobie z wypadku rozwrzeszczanej gromadki. - ... i jeszcze może... - Znacząco spojrzała na mnie podsuwając myśl, że nam bogowie pewnie znów pobłogosławią.

- ...myślisz?

- ...może...

- Nie będzie łatwo, ale damy radę!




- Niełatwo granicy pilnować, ale dajemy radę - mocno już poorane czoła Witlicza i Gintara zdradzały wprawdzie zmęczenie, ale bardziej chyba dawała im się we znaki bezczynność tego przejściowego czasu pokoju, niż starczy wiek. Jeszcze by ruszyli...

- Co robić - Gintar upił łyk piwa. - Rodzinie twojej jak się wiedzie?

- Zimowit dawno już swoje stadko pasie, dwie starsze córki wydane, jeszcze mi najmłodsza została. Kłopot z nią mam, bo na Tasznika zerka..

- A Tasznik?

- A Tasznik na nią.

- W czym więc rzecz? Tylko się cieszyć z takiego zięcia!

- Nie wiem. Po całej Roli jak wiatr hula. Urzędem swoim się przejmuje. Nie będzie miał wiele czasu dla rodziny. A poza tym...

- ...a poza tym boisz się, że sam zostaniesz i do reszty zgnuśniejesz - zaśmiał się Gintar, celnie odgadując obawy Witlicza. Po chwili śmiali się już obaj. Gdzieś pośród ścieżek nieodległej przyszłości zadania na nich czekały ważne. I niech poczekają jeszcze trochę...




- Szczęście wokół, mir i bogów opieka, a we mnie jad się zbiera - półgłosem skarżył się Pełka, a brzmiało to jak spowiedź. - Chociaż szczerze chcę dobrze przyjaciołom życzyć, to zawiść rośnie we mnie i gniew kiełkuje. Nie potrafię biec za dziewczętami w letnie przesilenie, bo mi sił brakuje. Zresztą nawet, gdybym którąś dopadł... Dlaczego Tasznik mi to zrobił? Niby musiał, niby rozumiem, że inaczej się nie dało, ale... Dlaczego Tasznik mi to zrobił?!

Biedrzeniec spojrzał na niego zaniepokojony. Żeby się tylko Pełka Złemu nie oddał.

- Wiele mógłbym ci teraz powiedzieć na pocieszenie - żerca, jak mógł, dobre myśli słał ku Pełce. - Wiele rzeczy ładnych i niewiele znaczących. Ale przez szacunek, powiem tylko prawdę. Że z czasem cię wyleczymy i między radosnych wrócisz, to wiesz już. Że zła pamięć w tobie na zawsze pozostanie, z tego też sobie zdajesz sprawę. Nawet jeśli, z przyczyny gniewu, nie będzie ci już dane zaznać rodziny, to twoje życie znaczenia nie utraci.

- ...a co takiego...

- Po pierwsze, na razie chcę, byś ze mną został. Proszę cię, abyś pomógł mnie, staremu, który siły traci, skoro sam siły odzyskujesz. Po drugie jest dla ciebie zadanie ważniejsze...

- Zadanie? Dla mnie?

- Dla ciebie. Widziałeś jak Zimowit żyje?

- Widziałem. Szczęśliwie.

- Szczęśliwie, ale ubogo i niepewnie. Tylko się przyroda lekko zachwieje, tylko nieco gorsze plony przyjdą, albo zbój pijany i świat jego się zawali.

- Taka Dola...

- Dolę trzeba za kark chwycić! Ty się na gospodarce znasz, ciebie ona pociąga. Pójdź potem do Tasznika, on odda ci rządy nad gospodarką. Zbudujesz takie państwo, żeby Zimowit - i inni także - wolności gospodarzenia nie tracił, a przy tym mógł spokojnie i rozsądnie o przyszłości rozmyślać. Wiem, że to potrafisz.

- Potrafię...

-... tylko, na bogów, żadnych dopłat, żadnych błękitnych proporców!




A daleko?

Daleko, gdzieś w we wspaniałym Stargardzie, Krokosz pośród zakurzonych pism odkrywał, że się dzieje jak zębate koła toczą. Ciągle tą samą miarą, ciągle te same błędy ludzie popełniają. Krokosz zobaczył, że takie Prawa Dziejów i że można je okiełznać.

Daleko, gdzieś pod murami Twierdzy-Świat, Świetlik odkrywał, że są siły potężniejsze od miecza i od kuźni, co miecz wykuła. Po tysiąckroć. I że te siły okiełznać można także.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później