Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Gęby niewyparzone

- Cicho już teraz naprawdę, bo stwora spłoszycie! -Świetlik uciął ciągle tlącą się między młodymi niezgodę.

Stali w płytkim wyżłobieniu, które pełne wilgoci, zdaje się w czasie dłuższych opadów stawało się niewielkim śródskalnym stawkiem. Całe zielone od glonów i śliskie na obrzeżach zmuszało do ostrożności. Naprawdę już byli wysoko, a ściana za ich plecami gwałtownie opadała ku zamglonej dolinie. Śmierć pewna, jakby co. Przed sobą mieli dwa pokaźne słupy z wąskim przejściem po środku, a dalej jeszcze dwadzieścia, trzydzieści kroków już łagodnie pnącej się w górę kamienistej ścieżki. Dalej jakaś wyrwa, jakaś wystająca skałka a za nią od czasu do czasu niewyraźny ruch i niepokojący dźwięk.

- Widzicie? - Świetlik szepcząc wskazał to tajemnicze miejsce. - Tam właśnie jest gniazdo!

Z tutejszym orłanem nie ma żartów. Jego kuzyni, co niżej mieszkają: bielik, orłan biały czy orzeł przedni raczej dla ryb są groźni i mniejszych zdobyczy, chociaż trzeba przyznać, szlachetne to drapieżniki. Ten tutaj, to co innego. Raz, że trzykrotnie od największego z nizinnych orłanów roślejszy, to jeszcze znany ze swej gwałtowności. Nazywali czasem ten gatunek orłanem szalonym, bo się potrafił i bez powodu rzucić na człowieka. I nieraz zdarzało się, że pokaleczył i oszpecił. Nieraz pozbawił oczu, albo całą twarz przeorał. Bywało, że i zabił. Mówiło się czasem też, ale to już bajki, że jest też między nimi rodzina orłanów, co ma moc większą, bo...

- Ani drgnijcie - jeszcze raz ostrzegł Świetlik, nasłuchując niepokojących dźwięków. - Zwyczajnie te ptaki bywają niespełna rozumu, a broniąc gniazda, to już...

- Gadanie! - nie wytrzymał rudy.- To głupie ptaszysko tylko! Co mi zrobi, gdy na niego z mieczem pójdę?

Rudowłosy Piegacz na nic nie zważając wyszedł z zagłębienie, minął słupy i w swoim mniemaniu lisio chytrze i cichoczujnie, jak najskrytszy z węży skradał się w stronę gniazda. Już był blisko, gdy jakiś kamień się obluzował.

Huk? Nie, jakoś nie zepsuł poczwarze spokoju. Głupi szczęściarz!

Widząc druha pod gniazdem Kruczka nie wytrzymała i także opuściła kryjówkę. No tak, pióro orłana! To szczeniaki! Nie mogła przecież takiej sławy odpuścić ani tym bardziej Piegaczowi dać urosnąć. To już lepiej ptaka przepłoszyć ...

- Głupi gówniarze! - syknął Świetlik, wiedząc co się zaraz wydarzy. Wyjął swój miecz, najsurowiej dwóm pozostałym młodziakom kazał się z kryjówki nie ruszać, a sam pobiegł ku...

Nagły hałas rozdarł spokój wokół gniazda. Z gardła olbrzymiego drapieżnika dobył się straszny dźwięk napełniając trwogą całą chyba dolinę. Zapomnieli spojrzeć w górę. Ten który w gnieździe się mościł rzeczywiście niewiele widział, zasłonięty kamieniami, ale drugi, kołujący nad szczytami, wypatrzył ich dawno. Teraz z potężnym szponami gotowymi szarpać skórę, mięśnie i tętnice spadał ku nim szybciej niż piorun.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później