Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Dwa, szponami przez gębę!

Całe szczęście, że potężne ptaszysko nie było tak sprawne w naziemnej walce. Co rusz próbowało dostać jakoś dziewczyny, ale tylko siniaki i zadrapania na razie. Zanim jednak Świetlik dopadł stworzenia, zanim zdążył jego uwagę na sobie skupić, raz czy dwa udało się orłanowi przeorać szyję i policzek Kruczki. Nie krzyczała. Za bardzo była wstrząśnięta. Już nie myślała o piórze, czarodziejskich przedmiotach, o podobaniu się Pająkowi i dworskich zwycięstwach.

- Do mamy!

Tak daleka była od przytomności, ze przestała się kurczowo trzymać skalnej wnęki, co natychmiast rozwścieczona poczwara wykorzystała. Orłan błyskawicznie wyrzucił szpony ku czarnowłosej, ale na szczęście nie zatopił szponów w jej ciele. Inaczej byłoby już po niej.

Zamiast dopaść ciała Kruczki, szpony spłataly się z jej włosami. Teraz zaczęła się zabawa. Poczwara na próżno próbowała uwolnić się od ciężaru, miotając dziewczyną, jak szmacianą lalką. Szarpałą w lewo, w prawo, próbowała odskakiwać i podlatywać, lecz włosy mocno ze szponami splątane. Kruczka każdy gwałtowny ruch potwora przypłacała nowymi siniakami. Coraz więcej krwawych znaków na ciele, coraz więcej obtłuczonych kości.

- Tak, mamo! - roiło się jej coś we wstrząśniętej głowie. - Pójdę za pana Mścisława. Nie będę już grymasić. Wiem, że to zacny człowiek, choć niemłody, nic, że nie piękny, tobie posłuch, matko, tylko nie bij już!

Jeszcze jeden potężny ruch skrzydłem i ciało dziewczyny, już słabe i niemal bezbronne, z wielkim pędem uderzyło skały. Jeszcze jeden taki cios i...

- Tak, panie mężu! - znów coś majaczyła. - Nie spojrzę już na żadnego, wiem, że to ujma dla ciebie. Będę w domu, skromnie, przy dzieciach, tylko nie katuj...

Kruczka pierwszy raz zobaczyła, co to cierpienie, poniżenie i bezsilność. Jeśli przeżyje pewnie przyjdzie jej spełnić los, który sobie przepowiedziała. Bo tak bywa czasem, gdy ktoś chce bardzo wysoko, a stworzony do zwykłości.

- Aaaaa!

Świetlik już nie mógł ani czekać ani się porządnie do starcia z orłanem przygotować. Ciął po prostu licząc, że rozłączy splątane stworzenia. Na szczęście włosy udało się przeciąć. Poczwara odskoczyła, odleciała, lecz zdaje się tylko na nieduży krąg, by z powietrza ich dopaść.

Mędrak nie zwlekał. Przerzucił nieprzytomną dziewczynę i pognał do niecki zagłębionej w skałach, gdzie już pozostała nieszczęsna trójka czekała. Wszyscy byli bezpieczni.

Poranieni, ale z wielu rzeczy wyleczeni.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później