Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Dzieciogłowie III

Byli coraz bliżej Grodnicy. Tłoczniej, bo się drogi z różnych stron zaczęły łączyć w szerszy szlak do miasta. Wozów i pieszych więcej. Przysiółków i chat przy drogach. I kąciny ze świątyniami wracały po latach niełaski do życia. Kraj zamożny i bezpieczny, mimo wojny u bram coraz bardziej beztroski i jeszcze do niedawna szczęśliwy. Teraz jakiś niepokój wkoło...

Dzieciogłowie w cieple ogólnego bogactwa i bezpieczeństwa umościło się wygodnie. A tu masz! Wojna pod granicami! Głód za górami! Jakieś przeciwne rozumowi poczwary! Mrowie nieszczęść pcha się pod bramy, a tu żadnej broni pod ręką. Bogowie pognani, odpowiedzialność za bliźniego wyśmiana i pognana także. Kto na umocnieniach ma stać bohatersko?

Mury wprawdzie mocne, wróg nie da rady przez nie przeskoczyć (chociaż, gdy Szerszenie podciągnęły wielkie działo pod mur Grodnicy, niewiele zabrakło...), ale zwątpienie i lęk przedostały się bez kłopotu. W tym strachu i ogólnym dzieciogłowiu dopiero zaczęło się kotłować. Coś rozwinięci pamiętali o wierzeniach przodków, więc na wyścigi każdy swój kościół zakładać! Z różnych pobudek. Jedni, szczerze stanem świata przejęci, chcieli ludziom głupio choć szczerze dać ulgę, inni dla własnej korzyści mamili gromady. Czciciele Wielkiego Rozumu, Kościół Nadczłowieka, Zgromadzenia wyczekujących Końca, Służebnicy Gwiezdnych Istot... Kącina na kącinie, świątynia na świątyni, wiara na wierze wyrasta, a każda płytka, jak kałuża w letnią spiekotę. Dawnym bogom wstęp wzbroniony!

- W porządku, Kruczka? - Świetlik odwrócił się sprawdzić, co u młodych.

- W porządku - odrzekła słabo dziewczyna nie podnosząc głowy.

- Piegacz, chłopcy?

Tylko kiwnęli głowami, że im także nic nie potrzeba.

- Potrzeba, potrzeba! - pomyślał Świetlik. - Męskiej ręki wam trzeba i porządnej nauki życia!

Ale tu, w świecie utkanym z omamów dawnej potęgi i ciurkiem uchodzącego bogactwa pokoleń, prawdziwego życia mało kto doświadczał. Wszędzie tylko uciechy i przyjemnostki przez opiekuńcze państwo dostarczane. Ci tutaj po prawdziwe doznania musieli się wspiąć aż pod gniazdo poczwary. Szkoda, że nauki z tego nie wyciągną...

Miasto już coraz gęstsze wokół. Gwar głośniejszy, twarzy więcej różnych. Zaraz brama do niższej Grodnicy, tej dla dzikich otwartej.

- Panie Świetliku! Panie woźnico! - odezwał się Piegacz. - Tu już podziękujemy. Oto zapłata!

Obaj dostali, co uzgodnione. Wóz odjechał, a Świetlik jeszcze chwilę z młodymi pozostał.

- Ty Piegacz, do uzdrowicieli idź, nie zwlekaj! - pouczył młodego mędrak. - Szczerze im powiedz, skąd rany. Będą wiedzieli, co robić. Nie musisz się obawiać, że o sprawie rozpowiedzą. Ja z pewnością nic nie powiem. Wy także raczej milczcie...

- Oczywiście - Kruczka spuściła oczy. - Panie Świetliku! Jeszcze jedno...

- Tak?

- To dziwne było! Kiedy mnie orłan za włosy szarpał, to patrzył też na mnie. Ślepia prosto w moje oczy wwiercał. Strasznie! I pokazał mi... Zobaczyłam...

- Swoją przyszłość?

- To jednak nie bajka?!

- Do wczoraj myślałem, ze bajka - wzruszył ramionami Świetlik. - Dziś nie wiem, co myśleć. Idą takie czasy, że rozum będzie musiał nadprzyrodzonemu trochę pola ustąpić.

- Rozumiem...

- Idźcie już!

- Żegnaj!

Młodzi odeszli do swoich rodzin i spraw. Wyprawa skończona, więc i Świetlik poszedł do domu.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później