Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Sasanka

Świetlik, odkąd dostąpił rzadkiego dla człowieka z dzikich krajów zaszczytu zgody na wejście do rozwiniętej części Grodnicy, zamieszkał w skromnym domu przy Małym Targu. Jedna izba w zupełności mu wystarczała. Do czasu.

- Czy to pana nazywają Świetlik? - odezwał się kiedyś z progu nieznajomy, niewieści głos.

Po trzydziestce, dość wysoka i szczupła, postury raczej "suchej", o krągłościach nie bardzo niezarysowanych. Czysta, zadbana, ale bez tego błysku, który większość pań stara się w sobie pielęgnować. Widać, ze jej świat to nie gonitwa za mężczyznami ani codzienna bieganina za dziećmi. Ona...

- Od dawna Pan w rozwiniętych krajach?

- Jakiś czas...

- Wychował się pan na Roli Południowej?

- Jeszcze dalej...

- Naprawdę? Ale był pan na Roli, gdy się wojna toczyła? Widział pan te zjawiska, które inni widzieli? Ludowy obłęd Żmija, nadzwyczajny rozród owadów zwany Wojskiem Królowej Os, zbiorowy omam nazwany "Przerazą"?

- Skoro to omamy, to nie widziałem. Musiało mi się wydawać.

- Ale... nie jest pan szczególnie miły dla mnie... - zawiesiła głos i zastanowiła się nad swoim zachowaniem. - No tak! Przepraszam, jak zwykle moja wina. Przychodzę nieproszona ani się nie przedstawię ani powiem, o co chodzi, tylko każdego za przedmiot badań biorę i na przesłuchanie. Przepraszam!

- Nie szkodzi! - zaśmiał się Świetlik, bo mu się to zmieszanie nieco dziwacznej białogłowy, bo włosy miała bardzo jasne, wydało miłym. - Zacznijmy od nowa. Ja jestem Świetlik, przybyłem tu z dzikich krajów kilka lat temu, odłączając się od moich krewniaków - Słowian Białej Wody - którzy tam wojnę z Szerszeniami i poczwarami dokończyli. Jako przewodnik i myśliwy zdobyłem uznania tyle, że mnie tu - do kraju tylko dla rozwiniętych - zaproszono i pozwolono się osiedlić. To tyle, w skrócie. A jak pani imię?

- Sasanka - powiedziała białogłowa, wbijając na chwilę swoje niebieskie oczy w podłogę. Chyba nie lubiła tego imienia. - Ale nie jestem jakimś słodkim kwiatuszkiem. Siedem lat na uczelni i już trzy w zawodzie. Jestem uzdrowicielką. Badaczką ludzkich umysłów.

- Zajmuje się pani szalonymi?

- Nie! Nie tylko. Badam ludzki umysł i wszystkie jego dziwactwa, dlatego do pana przychodzę.

- A jakież to dziwactwa u mnie pani spostrzegła? - Świetlik bawił się coraz lepiej.

- No widzi pan! - Sasanka był szczerze załamana. - Badam ludzkie głowy, a sama z ludźmi rozmawiać nie potrafię...

- Ale wino pani lubi? Przy winie każdy swobodnieje. I pani się uda w końcu opowiedzieć, w czym rzecz. Tu obok, w "Ellańskiej Kuchni", miło się czas spędza. Zapraszam!

Nie minął wieczór, a Świetlik rozumiał za czym Sasanka goni. Nie minął tydzień i zrozumiał, ze jemu także ta gonitwa nieobca. Jeszcze siedem dni i łoże dzielili. Miesiąc i w jej mieszkaniu swój skromny majątek trzymał, a głowę co noc u jej boku.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później