Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Pukają po was

Spokojna noc przed pracowitym dniem. Coraz większe poukładanie w życiu cieszyło Świetlika i Sasankę. Dwoje ludzi jednak, chociaż pewnie bardzo by chciało szczęście nadgonić, niewiele może przeciw zdarzeniom, które cały świat napędzają.

Pukanie! Więcej nawet, natarczywe walenie w drzwi i okna.

- Otwierać!

- Kto?! - krzyknął zerwany ze snu Świetlik. W nim jeszcze bezpieczny kraj nie wyleczył wrodzonego popędu. On jeszcze dobrze pamiętał, że gdy groźba idzie, samemu trzeba walczyć, a nie na innych i państwo się oglądać. - Kto, pytam?! - powtórzył Świetlik wojowniczym głosem. Miecza z ręki nie zamierzał wypuszczać.

- Służba! Otwierać, bo siłą wyłamiemy!

- Lepiej otwórz - doradziła rozsądnie Sasanka.

Nie było wyjścia. Prawo po ich stronie. Za progiem stał dowódca straży nocnej, ale nie "szarej", czyli takiej co to po zmroku pilnowała ulic grodu. To byli żołnierze wyższego stanu i wyższej konieczności.

- To dom pani i Sasanki. A pana zwą Świetlik - bardziej stwierdził, niż zapytał najstarszy.

- Tak.

- Pójdziecie z nami.

- Z jakiego powodu? - wtrąciła się Sasanka zza pleców mędraka.

- Czerwony kur - odrzekł żołnierz, niczego nie objaśniając.

Świetlik nie zrozumiał. Za krótko był tutaj i za mało był swój, żeby zrozumieć. Za to Sasanka najwyraźniej pojęła od razu. Zbladła. Ubrała się do końca i niczemu już się nie dziwiła.

- Chodź Świetliku, ciebie też tam potrzebują. Zaczęło się!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później