Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Czerwony kur

Czerwony kur to potwór od zarania ludziom zwyczajny. Jeszcze w dziczy, gdy z innymi zwierzętami zwierzęcy los dzielił, przynajmniej raz do roku płomień kazał uciekać, uciekać-drżąc, WRZESZCZAC-UCIEKAĆ! Płonął las, cała puszcza, cały kraj, a po pożarze tylko popiół...

Później, gdy ludzie w osadach i grodach zaczęli żyć gromadnie, jeszcze częściej czerwony kur ich nawiedzał. Nieraz iskra z paleniska chciwie rzucała się na barłóg, na szmaty suche, co się o po izbie walały. Często bywało też, że się cała chata zajmowała, od niej następna i tak całe miasto w płomieniach stawało...

Czerwony kur to groza tego świata, chociaż, gdy się na niego patrzyło, to różne oblicza ukazywał. Nie zawsze z ziemskich doświadczeń znane.

Tutaj jednak, w Grodnicy, nigdzie jaśniejącej poświaty, płomieni ani swądu spalenizny się nie wyczuwało. Nigdzie! Gdzie ten pożar i dlaczego ich do niego prowadzą?

Gdzieś pod sam mur ich prowadzili. Czyżby do siedziby Straży?! Im bliżej, tym gęściej od ludzi pobudzonych i w środku nocy sprowadzonych. Sami znakomici obywatele. Uczeni, uzdrowiciele, co rozsądniejsi możni, mędracy i czapa tutejszej Straży, z samym Chocianem na czele. Wojna na Roli została mu policzona jako zasługa, chociaż różnie się mówiło, czy to rzeczywiście było zwycięstwo, a jeśli tak, to ile w nim Chociana zasługi. W każdym razie po tej wojnie urósł w oczach panów ze Stargardu i nie tylko już za granicę z nierozwiniętymi odpowiadał, ale też i za wewnętrzne bezpieczeństwo całego Hobola z Zaciszem. Zwali go teraz Panem Służby. Urósł bardzo!

- Wszyscy są? - Pan Służby zagadnął młodszego dowódcę.

- Jeszcze na Nosiciela czekamy.

- Nie, nie! Nosiciela tylnymi drzwiami wprowadzić, gdy już wszyscy w ławach pozasiadają! I pilnować go dobrze! Zwłaszcza, żeby gębę miał zatkaną. Głową odpowiadasz!

- Tak jest!

Przed tłumkiem zebranym u drzwi siedziby Straży otworzono wrota. Wprowadzono i pousadzano w bardzo obszernej izbie. Na pewno ze czterdziestu ludzi się zebrało, może więcej nawet. Gwar ucichł, gdy sam Chocian stanął na mównicy i spojrzał na zgromadzonych.

- Powitać możnych państwa! Już wiecie, że przyszła TA chwila. Musiała przyjść, przygotowywaliśmy się na nią od dawna. Czerwony kur wkroczył w nasze granice. Pożar przelał się do rozwiniętych krajów. Teraz to od was zależy, czy uda się go ugasić na czas!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później