Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Nosiciel

Na dany znak dwaj strażnicy bardzo powoli weszli od zaplecza. Szli tyłem. W rękach trzymali dość długie kije, przytroczone do nóg postaci powłóczącej za nimi. Z tyłu jeszcze dwóch strażników, z drągami krępującymi ruchy rąk prowadzonego.

Szum na sali, poruszenie. Człowiek - chyba człowiek - prowadzony przez straże cały owinięty był mokrymi szmatami. Ani kawałek jego ciała ani kawałek własnego ubrania nie był widoczny. Rękawy długie, splecione na piersi, na głowie bardzo duży kaptur. I jeszcze cały w sznurach. I cały czas go piąty strażnik polewał wodą.

Oj, bali się go wszyscy!

Zmusili go, by usiadł. Stołek przygotowany był na tę okazję. Nosiciel, gdy już wszystkie węzły mocno go trzymały, nie mógł się poruszyć w żaden sposób. A woda cały czas - kap, kap - spływał po jego postaci.

Więcej wody!

- Czujesz? - Sasanka szepnęła Świetlikowi. Mędrak tylko pokiwał głową. Tak! Nie był to przyjemny zapach!

- Gotowi? - Chocian jeszcze raz zlustrował wszystkich obecnych na Sali. Najlepiej, żeby ani ziarenka wątpliwości między nimi nie było.

- Zdjąć kaptur!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później