Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Jak się ma świat

Chocian, jak zawsze gdy o pracę chodziło, bardzo był rzeczowy w swojej przemowie.

- Do mnie należy nadzór nad granicą i nad całą połacią rozwiniętych krajów za wyjątkiem samego Stargardu. Mam pod sobą tysiące ludzi Służby. Każdy z nich codziennie bada tysiące ludzi: i tutejszych i przybyszów. To oznacza, że z tej niezliczonej ciżby nie umknie mi żaden wyjątkowy człowiek. Jak choćby Nosiciel. I wielu innych mu podobnych. Od paru lat próbują przekraczać granicę. Zresztą może przekraczali wcześniej...

- Pewnie że przekraczali - przerwał mu Świetlik. - Dobrze o tym wiesz. Tylko, że kiedyś potwory zwano potworami i jak potwory je zabijano.

- Utrafiłeś w sedno! To co się zmieniło to nie namolne parci sług Złego na zdrowy świat, tylko ten świat właśnie. Rozwinięty świat się zwija i nie ma takiego, co by to wszystko ogarnął, zrozumiał co i dlaczego...

- Tak, tu się mogę zgodzić - wtrąciła Sasanka. - Coraz więcej głów poddaje się szaleństwu. Nie nadążam z wymyślaniem nazw dla coraz nowych schorzeń.

- I nie tylko w zdrowiu ludzkich głów ta zapaść się przejawia. Gospodarka coraz słabsza, bo ciężko pracować już się mało komu chce. W sztuce także nic nowego się nie dzieje, każdy twórca w przeszłość się ogląda i stamtąd czerpie, zamiast własne dzieła tworzyć. I jeszcze te wszystkie nowe wiary, które otuchy nie dają, tylko zamęt sieją... Ogólnie wygląda to tak, jakby w rozwiniętych krajach chęć do życia słabła. Jedynie wojsko jeszcze Szańczyk trzyma w ryzach. Chociaż tyle, bo jeśli on wystarczających sił nie uzbiera i nie wyruszy na odsiecz Twierdzy-Świat, to nasze działania i tak będę daremne.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później