Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Znów o Twierdzy-Świat

- Twierdza-Świat... - Wzrok Świetlika podążył gdzieś daleko. - Znów o niej słyszę. To jest ten klucz, tak? To tam się zdecydują losy ziemi? Ale co to jest, co tam jest? Dlaczego?

- Dużo pytań... - odrzekł Chocian. - Mimo, że wiele teraz mogę i jeszcze więcej wiem, to na ten temat niewiele powiedzieć potrafię. Moja władza do stolicy nie sięga. Stargard sam się rządzi, a to w jego wieżach największe tajemnice świata ukryte. O Twierdzy-Świat i w ogóle o tym, co na wschodzie się dzieje wiem mało. Zdziwi was, ale nade mną jest krąg władzy, do którego nie sięgam. Może twój przyjaciel Krokosz, co tam podążył, jakąś wiedzę o starożytnych wschodnich krajach, i o Twierdzy, dla Słowian zdobędzie.

- Wiesz coś o Krokoszu?

- Nic zupełnie! - Chocian wzruszył ramionami. - A chciałbym bardzo coś stamtąd wydostać. Na wchodzie sprawy mają się mniej więcej tak: ostateczna bitwa z mrocznymi siłami jest przesądzona. Szerszenie, już wiemy to na pewno, rzucą się na Twierdzę-Świat wielką siłą. Nigdy dotąd takiej nie było. Te dwieście tysięcy Popiołców i Kamieniarzy, albo drugie dwieście Suchego i Błotnego Roju to nic, w porównaniu z siłami, jakie teraz się zbierają. Może uderzą już jesienią tego roku, może zimą, kto ich wie, a może do wiosny poczekają. Uderzą jednak na pewno.

- A co świat na to?

- Świat ma Szańczyka, w nim cała nadzieja. To największy wódz, jakiego ziemia nosiła od starożytności. Zbiera w Hobolu i Zaciszu, stutysięczne, ciężkozbrojne wojsko. Każdy mężczyzna, który jeszcze się tym wszystkim chorobom dzisiejszego świata nie poddał pójdzie za nim. Tym trudniejsze moje zadane. Kiedy wszyscy zdrowi na duszy i umyśle odejdą walczyć na wschód, ja tu z samymi ułomnymi zostanę.

- To będzie miał Zły używanie! - smutno pokiwał głową Świetlik.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później