Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Krwawnik

Sasanka i Świetlik przez wiele dni przemierzali Hobole. Szukali, chociaż nie bardzo wiedzieli czego dokładnie. Skoro nie wiedzieli, nie znaleźli...

- ...tak czy inaczej musimy przejść przez Przełęcz Krwawnik i zajrzeć do warowni Śliwica, jeśli mamy wejść do Zacisza - postanowił Świetlik.

- To prawda. Hobole mamy przebadane. Za wiele nie uzyskaliśmy. Może tam będzie łatwiej, grodów i ludzi więcej.

Hobole w istocie nie dało Sasance i Świetlikowi, teraz tajnym wysłannikom Czerwonej Służby, zbyt wiele odpowiedzi. Chocian ponaglał, a tu nic. Wśród natchnionych zgromadzeń, licznie wydumanych bogów, upadających zakładów rzemieślniczych i jałowych mieszczańskich rozmów przy zakrapianych stołach nie było niczego, co w najmniejszym stopniu mogłoby ich zbliżyć do pożądanej odpowiedzi. Jedyne co uzyskali, to jeszcze smutniejszy obraz rozkładu rozwiniętego świata. Może w Zaciszu będzie inaczej?

gdańsk przewodnik słowiańska przełęcz krwawnik

- Dlaczego ta przełęcz nazywa się Krwawnik? - zapytał Świetlik. To wprawdzie on był z zajęcia przewodnikiem, ale tak daleko od Grodnicy (w obcym przecież sobie kraju) się nie zapuszczał. Tutaj Sasanka więcej wiedziała, od dziecka kręcąc się po okolicy.

- Nie musisz się obawiać - zaśmiała się badaczka. - Nazwa straszna, ale przełęcz i droga bezpieczne. Mnóstwo ludzi tędy chodzi. Nazwa wzięła się od bardzo starej bajki. Kiedyś Hobole z Zaciszem nie były jak dziś rozwinięte, wiele było miejsc dzikich i niebezpiecznych. Wśród nich ta przełęcz. Podobno żył tu stwór potężny, który żywił się ludzką krwią. Tak był nienasycony, że nawet nażarty rzucał się na wędrowców. Popędu zabijania nic nie potrafiło w nim ugasić. Mało komu udawało się przez przełęcz przejść...

- I jak sobie z nim poradzono?

- A chcesz usłyszeć bajkę czy prawdę dziejową?

- Najpierw poproszę bajkę - uśmiechnął się mędrak.

- Dobrze - Sasanka odpowiedział swojemu mężczyźnie uśmiechem. - Mędrcy i wielcy woje zebrali się pewnego dnia, by wreszcie kłopot rozwikłać. Kupą ruszyli na przełęcz. Gdy się znaleźli najpierw ruszyli woje, bo po prostu stwora ubić. Krwawnik rzecz jasna wszystkich pokonał, krwią się opił i dalejże, za mędrców się brać. Ci jednak mieli broń od mieczy potężniejszą. "Krwawniku!" - zawołali. - "Czy nie chciałbyś dostawać od nas krwi bez walki? Codziennie taką daninę byśmy przynosili, że tylko byś pił i w bogactwie się pławił!"

- Oczywiście zgodziła się, durna poczwara - śmiał się Świetlik z pokracznej opowieści.

- Oczywiście.

- Niech zgadnę. Mędrcy otruli go, a potem żyli długo i szczęśliwie.

- Tak, ale nie miej się za takiego przenikliwego - Sasanka czule musnęła Świetlika po nosie. - Teraz zacznie się prawda dziejowa.

- Słucham cię pani uważnie! - Świetlik nie przestawał się uśmiechać.

- W istocie był tak: owszem, mędrcy otruli bydlę, ale pomyśleli, że mogą sobie na truchle poczwary i strachu przed nią niezłe życie ułożyć. Nie chwalili się wiec, że Krwawnik ubity, ale sami siebie nazwali Obrońcami Przełęczy, co podróżnych przez potworem osłaniają. Od każdego wędrowca brali pieniądze za ochronę.

- Podróżni płacili chętnie?

- Oczywiście. Obrońcy dbali, aby podchodząc pod przełęcz wędrowcy napotykali ciała "napadniętych i okrutnie porozrywanych przez stwora".

- No tak, rzeczywiście sprytni.

- Wzbogacili się na tych sprawkach bardzo. Tyle mieli już w końcu bogactwa, że im się tak bardzo straszyć i okradać przechodniów nie chciało. Założyli sobie twierdzę, w której wygodnie się poukładali.

Nazwali ją Śliwowica, od napitku, którym najczęściej się tam raczyli. Po czasie tak się rozleniwili, że nawet nazwy już porządnie nie wymawiali, tylko skracali ją bełkocząc w pijackim widzie. Stąd dzisiejsza nazwa Śliwica.

- Pouczająca bajka.

- Nie bajka, mówiłam ci, to prawda.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później