Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Zjeść ciastko i mieć ciastko

Wnętrze gospody "Podniebie", bo tak się nazywała, było równie schludne i przyjemne, jak wszystko w osadzie Widok. Jedzenie też było świetne. Dopiero napili się podpiwku - przedniego! - dopiero zaczęli od barszczu z kiszonych buraków - doskonałego!, a jeszcze przed nimi główne danie z baraniny - podobno najlepszej po tej stronie przełęczy!

- Pyszne to! - zajadała się Sasanka. - Nic dziwnego, ze taki tłok tutaj, mimo że dzień w pełni.

Rzeczywiście ani ławy pustej ani stołka wolnego nie było. Dla Świetlika i Sasanki tylko dlatego miejsce się znalazło, że goście to z daleka i gospodarz sam im siedziska i stół z domu doniósł. Każdy tu wesoły, każdy zajadał się kaszą ze śliwkami i kosztował piwa. Wesoło, śpiewnie i beztrosko!

- Dobre to jedzenie i miło, prawda! - Świetlik skończył swoja zupę. - To jednak nie jest powód tłoku. Popatrz za okno na pola! Oni wszyscy powinni teraz na przyszłe plony pracować. Jak nie na łanach, to w ogródkach warzywnych. Albo przy zwierzętach, albo przy gospodarstwie powinni się krzątać. Samo się nie zrobi to wszystko!

- Rzeczywiście... Jak to się więc dzieje, że nic tu ludzie nie robią, a taki porządek i bogactwo wokół?

- Już przecież wiesz, jak to działa, od dawno to obserwujesz. Co mieli rozwinięci najcenniejszego: warsztaty, urządzenia do wytwarzania najróżniejszych dóbr i nade wszystko wiedzę posprzedawali tym, co pod Szerszeniami niewolniczą pracą próbują na życie zarobić. Teraz tutejsi mają zapasów bogactwa tyle, że mogą sami jeść i pić...

- Skąd więc ta czystość, skąd jedzenie, skoro oni nic nie robią?

- A popatrz bliżej na pola. Ktoś tam jednak pracuje, ktoś im chaty sprząta, ktoś gotuje. Ja już poznałem, a ty?

- To...

- Tak, to moi krewniacy. Słowianie z Roli Północnej, pracują, by się rozwinięci mogli bawić.

- Skończą się kiedyś zasoby rozwiniętych.

- Wtedy Słowianie z Roli opuszczą Hobole i Zacisze, a przyjdą tu Szerszenie. Nie będą pracować, tylko zabiorą, co będą uważali i nikt im na drodze nie stanie.

Smutna cisza długo tańczyła między mędrakiem, a uzdrowicielką. Aż wreszcie przywędrował zapach wspaniałej baraniny. Za zapachem samo danie i jego cudowny smak. Przy jedzeniu zapomnieli o smutnym temacie, bo i co człowiek prosty może na bieg świata?

Lepiej się tym wąpierzem znad drzwi gospody zaciekawić.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później