Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Sami porządni ludzie II

Dużo miejsca się w izbie zrobiło. Kto mógł uciekł, zostali tylko ci, których walka od drzwi odcięła. Skulili się gdzieś po kątach węsząc za bezpieczną ostoją i patrzyli, jak się Świetlik z ostatnim drabem mierzy.

Obcy bardzo starał się wyglądać na złego. Oczy mrużył jak przestępca, co wiele lat się okładaniem ludzi zajmuje, ale nie do końca był w tym przekonujący. Straszy czy naprawdę taki zły? Nagle raz dwa machnął swoim mieczem kręcąc młynki to z lewej, to z prawej, lecz żadnej krzywdy Świetlikowi nie zrobił. Tylko postraszyć chciał, wybadać.

Mędrak cofnął się spokojne wyczekując, co niecierpliwy napastnik zrobi. Młody, był więc nie wytrzyma i pchnie pierwszy. Na pewno.

Drab nie czekał długo. Ostrze śmignęło na wprost. Szybko dość i widać, ze napastnik u jakiegoś dobrego wojownika podpatrzył sztukę, jak już czasie napadu przeciwnika zmylić. Że podpatrzył to jedno, ale nie opanował tego ruchu. Za wolny był, za mało dokładny. Świetlik sparował uderzenie, choć z trudem. W niedouczeniu przeciwnika Świetlik upatrywał dla siebie okazji, ale co drab gubił niezdarnością, to nadrabiał siłą i uporem. Tu pchnięcie, tam zamach. Raz z jednej, raz drugiej strony. Od góry, dołem i na wprost. Krok w tył, dwa wprzód. To Świetlik szukał sposobu, by dostać wroga, to z kolei sam musiał odpierać wściekłe dźgnięcia.

Długo to trwało, a ręka coraz bardziej Świetlikowi doskwierała. Czy on się nigdy nie zmęczy, ten prostak?

Tymczasem ten, co po plecach dostał dziwnie zaczął się rzucał, gdy swoje okropnie, ale w gruncie rzeczy niegroźnie poharatane plecy w odbiciu zobaczył. Na przemian płakał i wrzeszczał w nienawiści, to rzucając stołkami, ławy i stoły przewracając, to się znów zwijał i rozglądał, jakby dziecinnie pomocy starszych szukając O bożym świecie zapomniał, tylko rana, co go tak przerażała dla niego tylko już istniała.

Ostatni widząc dziwne szaleństwo druha na chwilę stracił Świetlika oczu. Tylko na chwilę, ale to wystarczyło, by w jego sercu zagościło żelazne ostrze. Błysk i już mędrak miał go na rozkładzie! Świetlik płynnym ruchem uwolnił miecz z ciała napastnika, spodziewając się, ze ten jeszcze może w ostatnim pchnięciu jakąś krzywdę mu zadać, ale nic z tego. Ten umarł szybko. Osunął się na kolana i z twarzą na umazanej krwią podłodze wyzionął ducha.

Płaczliwy pewnie by przeżył, pewnie by go Świetlik oszczędził, ale tchórzostwo i szaleństwo go zgubiły. Nawet miecza nie musiał Świetlik na niego używać. Tyle krwi zgubił tyle sobie sam mięsni ponadrywał, że teraz dogorywał drżąc, jak dziecko z zimnej kąpieli wyciągnięte.

- Trzech, niezły wyczyn, jak na myśliwego - sam do siebie powiedział dyszący ze zmęczenia Świetlik. Nikt go nie słuchał z tych, co w izbie pozostali. Wszystkie oczy zwróciły się na martwych napastników. Widocznie znali ich tu od dawna i dość dobrze.

- To byli porządni chłopcy - rzucił ktoś. - Tylko ta matka ich niespełna rozumu, a ojciec się tak gryzł jej szaleństwem, że popijał zdrowo, naprawdę byli porządni...

- Porządni ludzi - pokiwał głową Świetlik z drwiącą miną na ustach. - Sami porządni ludzie. Róbcie tak dalej...


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później