Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Iść, żyć

Gospodarz dość szybko poradził sobie z bałaganem. Goście, co pouciekali nie wrócili już tego wieczora, ale przyszli nowi. Gospoda znów tętniła zyciem.

- Długo to będzie się goiło? - rzekł Zdrowit, gdy mu już Sasanka ponastawiała kości, ręce usztywniła i owinęła nasączonym leczniczymi ziołami płótnem.

- Kilka tygodni - odpowiedziała uzdrowicielka. - Może też trochę boleć. Najlepiej, gdybyś tutaj trochę został i odpoczął.

- Nie mogę, do rodziny muszę przecież iść!

- Skoro musisz, uważaj w drodze.

- Zabiorę się z jakimś wozem. Trudno odżałuję trochę pieniądza.

- Tych tutaj, znałeś? - wtrącił się Świetlik.

- Z widzenia i słyszenia. Rozrabiali trochę. Matka rzeczywiście szalona, ojciec w śliwowicy lubił się zapominać, a krewni i sąsiedzi... cóż, nie poczuwali się, by rodzinie pomóc. Takie czasy...

- Zdaje się, ty jesteś wyjątkiem - zauważyła Sasanka.

- Niestety... No, ale nie o mnie... - Zdrowit odchrząknął głośno. - W rodzicach ci trzej nie mieli przykładu, więc go poszukali gdzie indziej. Uwierzyli komuś, kto ich niecnie wykorzystał. Podobno wyszukiwali podróżnych według sobie tylko znanego klucza i porywali. Po co? Dlaczego? Tego nie wiem. Są tu tacy co się domyślają, ale zapomnijcie, że komuś rozwiążecie język.

- Może to mieć związek z tą małą czaszką u pasa? Z wielką czaszką nad drzwiami "Podniebia", z...

- ...Krwawnikiem? Z całą pewnością. Już wy zbadacie sprawę w szczegółach. Idźcie na przełęcz, ale bocznymi ścieżkami. Baczcie, czy was kto nie śledzi. Zobaczycie co się tam dzieje. Kto i jak tam grzeszy.

I ruszyli następnego dnia, zaraz o świcie. Zdrowit na południe rodzinie pomóc, a Sasanka ze Świetlikiem prawdy szukać.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później