Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Przed nimi Śliwica

Minęła koszmarna noc, ale kraina wokół, choć po wierzchu gładka i czysta, to już wiadomo: koszmarna także. Nasycili się krwią widzowie, nasyciła się poczwara. Kotlina opustoszała. Świt przyciągnął wilki i kruki, które natychmiast zajęły się tym co pozostało z ofiar. Po nich przyjdą jeszcze pewnie robaki nadgniłym mięsem zwabione, ale to już nawet nie w połowie tak obrzydliwe, jak zgnilizna ludzi, którzy swe popsute rządze tu zaspokajali.

- Co teraz? - Sasance ciągle trudno było przegnać sprzed oczu okropne obrazy pozostawione przez złą noc.

- Do Śliwicy! - Świetlik jako mężczyzna musiał się trzymać. - Stamtąd cała ta zgnilizna. Idziemy!

-Przez Przełęcz Krwawnik przeszli wmieszani w tłum. Za dnia i w gromadzie bezpiecznie, więc się tylko na stromiznach nieco zasapali. Poza tym żadnych przygód. Jeden dzień i przed podróżnymi rozciągnęła się kraina po drugiej stronie górskiej przeszkody. Zacisze. Gdzieś tam, w jej głębi pyszni się piękna stolica rozwiniętych krajów- Stargard. Gdzieś jest Ulewnica, twierdze Orsza i Ber, gdzieś opole zamknięte i wydzielone dla wojsk Szańczyka gotujących się do największej w z wojen. Całe mnóstwo wielkich i tajemniczych spraw. Ale najbliżej była Śliwica. Aż tu pachniało najdroższymi z pachnideł i najtańszą z wódek.

- No trudno, chodźmy tam!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później