Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Gdzie szukać pomocy

Wszędzie wokół krótkowidzące łechtanie własnych zmysłów. Sobie dla, dla siebie o sobie. Ze sobą. Aż nagle dzwonek rozległ się gdzieś w bocznym zaułku. Na ten znak wielu tych co bardziej obdartych, co bardziej zniszczonych i już zobojętniałych na zdanie przechodniów ruszyło ku dźwiękom.

- Chodźmy i my tam - powiedziała Sasanka wiedziona dobrym przeczuciem.

Między różnymi ludźmi: od porządnych, tylko trochę zagubionych mieszczan, po ludzkie cienie przedzierali się Świetlik z Sasanką. Gęstniało od tych słabszych im bliżej źródła dźwięku. Gęstniał też zapach. Dobry, tłusty i pełny bogactwa zapach.

- Zupa, kochani! Dla każdego dziś mamy dobrej zupy!

- To są ci ludzie! - rzekła Sasanka widząc kilkoro dziewcząt, starowinek i mężczyzn starszych, co jedzenie głodnym podawali. - Oni nam będą ostoją! Dzięki nim znajdziemy, czego szukamy!

- Na ziemię bydlęta! - zrodził się nie wiadomo skąd złowróżbny krzyk. Zbieranina ciemnych typów z pałkami wpadła w tłum, budząc trwogę. Niejednemu się dostało, niejedna miska zuby w błocie zaległa.

- Tu też ciekawe dzieje... - pokręcił głową Świetlik. Nigdzie spokoju, nigdzie zwyczajności. I chwycił za miecz, bo co porządny człowiek w takiej chwili ma zrobić. Odwrócić głowę, przyjacielu podróżny?


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później