Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Krew pod postacią

Świetlik od zarania swego życia pośród rozwiniętych utrzymywał się ze swej dzikości. Nie tylko polował zdobywając rzadkie okazy, albo też tępiąc prawdziwe czy częściej wydumane zagrożenia, nie tylko przeróżnym nowym, dziwnym wiarom dostarczał przerzadkich stworzeń do ich obrządków, ale też samą swoją obecnością i opowieścią dawał znudzonym rozwiniętym dreszczyk, którego bezpieczne życie im odmawiało.

- Patrzcie! - szeptali za nim na ulicach. - To ten, co pod gniazdo orłana odważył się podejść, ten co z Przerazą w dzikich krajach wojował. Mówią, że z Królową Os miał sprawki i że się ze Żmijem mierzył!

Najdziwniejsze opowieści chodziły za nim w krok. Nikomu to nie przeszkadzało, a skoro Świetlika nie dopuszczano do tych urządzeń z zębatymi kołami, co mądrze wymyślone człowiekowi służyły, zadowalał się zarobkiem, który mu mir dzikiego wędrowca i bohatera głuszy dawał. Czasem go między siebie zapraszali, żeby opowiedział...

Tutaj, w "Wykwincie" też niewiele było trzeba. Tylko troszkę podniósł głos i zaczął opowiadać, jak to się oko w oko z Gniewoszem Królewskim spotkał. Już ciekawe spojrzenia, już wścibskie uszy zaczęły go śledzić. Tajemnicze postaci z piętra także się za nim oglądały. Raz dwa przyszło zaproszenie.

Góra rzeczywiście różniła się od niższego poziomu. Gdy się już wiedziało na co i jak patrzeć, było to oczywiste, ze tych ludzi stać było na Prawdę. Obojętnie czy była ona dobra i szlachetna, czy też niosła ku Złemu.

Tutaj złoto było złotem, a nie barwnikiem skrywającym rdzawe żelazo. Półtorak był półtorakiem, a obrazy okraszone podpisami prawdziwych mistrzów. Ludzie także cieszyli się tu sławą pokoleń, wpływem na bieg wypadków prawdziwym i nauczaniem wyniesionym z prawdziwych uczelni. Wszystko to jednak nie przeszkadzało im jednak upadać. Wiecie, rozwinięci się zwijają.

Bardzo im przypadły do gustu wszystkie zdobione niekłamanym dreszczykiem opowiadania Świetlika. Ilekroć był ranny, ilekroć bliski śmierci, tym jaśniejszy błysk w oczach słuchaczy. Potrafili docenić ostre i prawdziwe słowa. Zwłaszcza jeden. Ten, nad wyraz możny, sam lubił poopowiadać, więc się odwdzięczył Świetlikowi własnymi słowami.

- Ci ludzie na dole -mówił promieniejąc wielkim spokojem, pewnością siebie i niczym nie zmąconym samouwielbieniem - dzielą się na dwa rodzaje. Jedni sami nie wiedzą co prawdziwe i cenne, a co oszukańcze i się tylko błyszczy. Nieświadomie grają błazeńskie role, bo chcieliby być w porządku społecznym wyżej. Drudzy taki sam cel mają, ale już zauważyli, że się w świecie podrobionych przedmiotów, smaków i wartości obracają. Cóż z tego, skoro ani ich stać ani potrafią dostrzec, co prawdziwe. W gruncie rzeczy jedni i drudzy niczym poza zasobniejszą kiesa nie różnią się od chamów z ulic. Tutaj, na piętrze tylko prawdziwe rzeczy lubimy. Nie każdy ma tu wstęp, nie każdy. A wy panie Świetliku jesteście prawdziwi. Mam za sobą pokolenia możnych. Od razu bym poznał, gdybyście kłamali o swoich przygodach. Jesteś panie Świetliku prawdziwym, krwistym rzec można... - mędrakowi może się tylko zdawało, ale wyglądało, jakby możny się oblizał. - Tylko takich tu gościmy z radością...

- ...Czernina królewska! - przerwał ktoś z towarzystwa zachwycając się daniem, które dopiero co podano.

- Aaa! - przytaknęli inni kiwając z uznaniem głowami.

- Nie jedz tego! - Sasanka lekko nachyliła się nad Świetlikiem i bardzo mocno wypowiedziała te słowa. Wyraźnie też zbladła.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później