Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Poczwary z miasta

- A tutaj, w Śliwicy? - niecierpliwie pytał Świetlik. - Jeszcze gorzej tu zdają się wyglądać sprawy...

- Tak - Bukomir, choć zdawało się to niemożliwe, jeszcze bardziej spochmurniał. - Jeszcze więcej od tych ze wsi widzieli, wspanialszych rzeczy zasmakowali. Na nich Zły znalazł inny sposób. Miasto, wiecie przecież, to miejsce gdzie człowiek tak gęsto innymi ludźmi otoczony, że mar, zmór, duchów i bogów nie spostrzega. Za głośno, za gwarno, zbyt barwnie. Najmożniejszym wśród tej ślepej społeczności może się z czasem wydać, ze sami są jak bogowie, ze wszystko im wolno. Przekraczają kolejne granice wobec siebie i świata.

- ...i skoro znalazł się posłaniec Złego... - zgadywała celnie Sasanka.

- ...i kiedy przyszedł Nosiciel Krwi - Bukomir pokiwał głową twierdząco - dał im do skosztowania najbardziej zakazanego z dań. Wcześniej mieli wielkie grzechy na sumieniu, ale ze wszystkiego jeszcze mieli sposobność się wycofać. Kiedy jednak drugi człowiek staje się dla takiego możnego przedmiotem do zjedzenia, już między zwykłe towarzystwo taki bogacz nigdy nie wróci. Od wąpierza tylko powierzchowność go różni.

- ... a wąpierza trzeba ubić! - powiedział Świetlik przez zaciśnięte zęby.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później