Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Piast idzie. W zaparte?

Piasta nietrudno było znaleźć, wszyscy go znali. Młody nauczyciel biegał od domu do domu w najlepszej części miasta, znosząc poniżenie ze strony swych niewdzięcznych uczniów i ich wyniosłych rodziców. Krew w piach ta cała jego praca, ale przecież musiał za coś żyć. Znalazł dla nich godzinę, gdy jego podopieczni posilali się najlepszymi z dostępnych w Śliwicy kąsków. Sam z kromką suchego chleba słuchał i przyswajał, co mu mają Sasanka ze Świetlikiem do powiedzenia. W końcu wysłuchał wszystkiego.

-Trzy dni... - odpowiedziął po namyśle Piast. - Tyle wam mogę poświęcić. Na tyle mi możni pozwolą te swoje pociechy zostawić. Czy to wystarczy?

- Nie pytasz, gdzie, nie pytasz po co?

- Wiem, że dobrzy ludzie jesteście i wielkie w was siły drzemią. Jeśli ktoś ma ratować Śliwicę przed samozagładą, bądźcie to wy! A ja z wami!

- Młodość, prostoduszność - Sasanka lekko uśmiechnęła się patrząc chyba na odbicie samej siebie sprzed lat.

- Wiedz, że do końca ci nie ufamy - prosto z mostu dodał swoje Świetlik. - Nikomu ufać nie możemy. Takie miejsce i takie czasy. Pójdziesz z nami w miejsce, w którym nawet gdybyś chciał nas zdradzić, nie będziesz mógł. Bardzo możliwe, że zginiesz. I więcej tobie na razie nie powiemy. Czy mimo to chcesz iść z nami?

- Tak - przełknął ślinę Piast, a po jego twarzy przemknęły cienie setek niespokojnych myśli.


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później