Strona główna || Zanim zaczął się czas || Przybywamy w pokoju
słowianie

Słowianie - zanim zaczął się czas

Jan Sz. Szarucki


Czarne chmury

Akurat dotarli, gdy się zaczęło ściemniać. Jeszcze z pół godziny by na odpoczynek strawili, już by musieli po drodze nocować, bo ścieżka powoli nikła w półmroku. Za ciemnicy po górach nikt rozsądny przecież nie chodzi.

- Co teraz? - zapytał Piast.

- Teraz się dobrze posadowimy - Świetlik rozglądał się po okolicy, aż znalazł wgłębienie, z którego świetnie było widać wejście do jaskini. - O tutaj! Tu sobie przycupniemy, zaczekamy, aż się jeszcze trochę bardziej ściemni.

- I co wtedy?

- Będzie widowisko - odrzekł mędrak krótko, nie wgłębiając się już bardziej w wyjaśnienia.

Posiedzieli tak chwilę w ukryciu nasłuchując jak się dzienne stworzenia ze swym hałasem wycofują w czujny sen, a na ich miejsce przychodzą już nie tak bardzo skłonne do głośnego zachowania zwierzęta nocne. Zwykła rzecz, chociaż rzadko człowiekowi dane tyle czasu i spokoju, by się temu zjawisku przysłuchać i nim zachwycić.

W końcu jednak jakieś chyba nieroztropne zwierzę wydało dźwięk głośniejszy od szeptu. Gdzieś od strony jaskini... Z samej jaskini chyba! Narastający szum, jakby strumyka, dochodził stamtąd przerywany dziwnymi piśnięciami o wysokim, nieskładnym i bardzo nieprzyjemnym brzmieniu.

- Niemożliwe! - westchnęła Sasanka.

Te resztki światła, które jeszcze zachodzące słońca dawało zasypiającemu światu zniknęły nagle. Czerń zajęła przestrzeń wszędzie wokół. Zapanowała niepodzielnie, a wraz z nią całą mocą na świat wydobył się stłumiony dotąd między skałami jaskini zgiełk.

- Niemożliwe! - Piast szeroko otworzył usta.

- Możliwe, możliwe - uspokoił ich Świetlik. - I całkiem zwyczajne... Chociaż... Nie! Nie wszystko tu zwyczajne!


słowiańskie dzieje wcześniej poprzednia strona | następna strona słowiańskie dzieje później